poniedziałek, 5 maja 2014

Chleb, który jest ciastem.

Kilka miesięcy temu przyjaciółka dała mi zakwas. Taki, z którego się piecze (czy z zakwasu się piecze? hę?) i wychodzą smakołyki. Kiedy zorientowałam się o co jej chodzi - broniłam się, jak diabli! Bo przecież nie będę się bawić w coś takiego. Koniec końców przytargałam ten dosyć ciężki słoik do domu i zaczęłam zabawę. Ucierpiał kręgosłup, jak i moja waga...

Owy zakwas służył do zrobienia chleba watykańskiego... Słyszałam o tym w dzieciństwie - pani na religii mówiła i chyba nawet chciałam to zrobić! I chyba mi nie wyszło... Rzecz w tym, że to taki trochę magiczny chlebek: 'pochodzi z Watykanu' (haha). 'Przynosi szczęście w rodzinie' (haha). Piecze się go raz w życiu (no ja planuję upiec jeszcze nie raz). Ach, zapomniałabym - spełnia życzenia całej rodziny. Chyba nie muszę mówić, że w to nie wierzę? W tej całej magicznej otoczce podoba mi się jedna rzecz - zakwas trzeba rozdać dobrym ludziom :) Fajny gest, tym bardziej, że wychodzi z tego coś naprawdę smacznego.

Robi się go przez... kilka dni. Oto magiczny przepis (wraz ze składnikami):
DZIEŃ 1 - Zakwas wlać do większej miski (zapewne nie dostaliście takiego cudnego prezentu, jak ja, czyli zakwasu, więc - przepis na owy zakwas: dni 1-6), dodać 250 g cukru, nie mieszać, przykryć ściereczką.
DZIEŃ 2 - Wlać 250 ml ciepłego mleka - nie mieszać.
DZIEŃ 3 - Dodać 250 g mąki - nie mieszać.
DZIEŃ 4 - Zamieszać rano, w południe, wieczorem.
DZIEŃ 5 - Dodać kolejne (ugh) 250 g cukru - nie mieszać.
DZIEŃ 6 - Zamieszać drewnianą (haha) łyżką. Ciasto rozdzielić na 4 części, z tego 3 rozdać dobrym ludziom na szczęście (naprawdę mnie to śmieszy + nie rozdałam).
DZIEŃ 7 - Dodać: 250 ml oleju, 250 g mąki, 3 całe jajka, pół opakowania proszku do pieczenia, rodzynki, opakowanie cukru waniliowego, pół łyżki soli, odrobinę/albo więcej niż odrobinę cynamonu, 3 starte jabłka, startą tabliczkę gorzkiej czekolady. Piec w temp. 180 stopni - 45 min.

Chleb-ciasto jest... no cóż - mało fit. Wychodzi dosyć słodkie, 'mokre' i PYSZNE. Naprawdę raz na jakiś czas można sobie pozwolić na chwile rozpusty... A później na rower! Ewentualnie można podjąć ryzyko i zabawić się z brązowym cukrem i migdałową czy inną zdrowszą mąką. Jednak nie wiem, czy wyjdzie tak samo. Owe ciasto smakuje nieco piernikowo i zrobiło furorę wśród moich znajomych :) Polecam się pobawić, możecie pominąć te religijne części (Wy grzesznicy!).

Dajcie znać, czy ktoś już kiedyś robił. Smakowało? Mi bardzo i muszę to niedługo powtórzyć. Zdjęć nie ma - szybko zniknęło.

PS. Czy ta masa, która wychodzi 6 dnia, to na pewno jest zakwas? Nie znam się, niech odezwie się jakaś kuchareczka! :)

2 komentarze:

  1. Grozi mi to za tydzień.... koleżanka już zapowiedziała, że mnie obdarzy w poniedziałek zakwasem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że zareagowałaś podobnie do mnie :D Ale wychodzi naprawdę pyyyyszne :)

      Usuń