niedziela, 18 maja 2014

ZMIANY.

Dzień dobry. Od dłuższego czasu borykałam się z tą decyzją i w końcu jakoś poszło. Zmiany, zmiany moi drodzy :) Przeniosłam się na WordPressa, a w zasadzie to zaczęłam od nowa. Postanowiłam nie przenosić tam tutejszych wpisów (CHYBA, ŻE DA SIĘ TO ZROBIĆ WYBIÓRCZO?????) i zacząć w zasadzie od zera. Robię to w momencie, kiedy statystyki tutaj wzrosły, ale co tam - no risk, no fun. Jeden podstawowy powód - tam jest ładniej i profesjonalniej. A mi już od dawna chodził po głowie śliczniusi blog, a tutaj nie potrafiłam ziścić swoich małych marzeń. Aha, nie zdziwcie się, jeśli codziennie zobaczycie inną wersję mojego nowego bloga, ponieważ nadal szukam tego jednego jedynego (motywu) ;)

Domeny własnej jeszcze nie mam, ale myślę nad tym. I co najważniejsze w tym całym zamieszaniu - ZMIENIŁAM ADRES. Z bardzo prostej przyczyny - callmepauline było zajęte. Teraz zapraszam Was na:


Nowy adres jest... banalny? I bardzo go lubię! :) Mam nadzieję, że Wam też się spodoba. Będzie mi bardzo miło, jeśli pójdziecie tam razem ze mną i dalej będę mogła się spełniać, pisząc dla Was. Nie zdziwcie, jeśli część wpisów pojawi się na nowym blogu - są tutaj wpisy, które bardzo lubię i z których jestem po prostu zadowolona. A że to moje, więc mogę :)

Dziękuję za obecność tutaj i zapraszam pod nowy adres :)

Całuję.

wtorek, 13 maja 2014

Wiosna w moim ogrodzie.



Mam to szczęście, że mieszkam w domku z ogrodem (dom rodzinny). Co prawda myślę o tym, żeby jak najszybciej się wyprowadzić, ale na razie mogę się cieszyć pięknymi kolorami za oknem i własnym polem stokrotek :)

W dzieciństwie w moim ogrodzie było chyba wszystko. Począwszy od jabłoni, przez wiśnię, śliwę, gruszę, bez, forsycję, jaśmin i przeróżne kwiaty. No i iglaki! Do tego ogródek owocowo-warzywny. Bardzo żałuję, że z czasem owy ogródek zniknął, bo nie ma to jak własne truskawki... Śliwy i gruszy również już nie ma. A wszystko inne niestety się starzeje... Jednak nadal kwitnie i jest co podziwiać! Kocham mój ogród o każdej porze roku. Jednak to na wiosnę, wszystko pachnie i wygląda przepięknie. Sami zobaczcie jakie śliczne kwiatki niedawno zakwitły!

Ładnie, prawda? Czasem żałuję, że pochłania mnie tak wiele rzeczy, że nie zauważam i w pewnym sensie nie doceniam tego, co mam za oknem - na wyciągnięcie ręki. Staram się poprawić :)

A Wy, macie własne ogrody? A może kwiaty kwitną na waszych balkonach?

Pauline.

PS. Zdjęcia mojego autorstwa.

sobota, 10 maja 2014

Fenomen Pana Ryan'a.

Ryan Gosling wydaje się być bożyszczem wielu kobiet. Dzisiaj na warsztat chciałabym wziąć właśnie to zjawisko. Nie ukrywam i nie wstydzę się tego, że sama temu uległam. Oczywiście z wielką przyjemnością...

Kobiety zachwycają się jego wyglądem. Przyjrzałam się temu dokładniej, kiedy jakiś czas temu zobaczyłam w empiku książeczkę, której tytuł brzmiał bodajże 100 powodów, aby kochać Ryana Goslinga. Kilka dni później w telewizji śniadaniowej zebrały się panie, które w towarzystwie kilku kartonowych Ryan'ów debatowały nad jego urodą i talentem. Jestem wielbicielką owej urody (talentu jeszcze bardziej, ale o tym później) - z niewiadomego mi powodu. To chyba ten zarost tak na mnie działa. A męski zarost jest bardzo sexy. Poza tym Ryan ma ten szczególny urok, którym przyciąga. No i mam do jego osóbki całkiem prywatny sentyment. Wracając do porannej telewizyjnej dyskusji - jedna z pań powiedziała, że nie rozumie tego fenomenu, ponieważ Ryan wygląda misiowato. Wcześniej nigdy na niego tak nie patrzyłam, ale teraz cały czas mam to w głowie. I chyba w tym tkwi (odrobina) jego sukcesu - Gosling nie wygląda, jak topowa gwiazda. Bardziej jak chłopak z sąsiedztwa, z którym każda z nas mogłaby się zaprzyjaźnić (dla mnie opcja with benefits).

Omówiłam z grubsza fenomen zachwytu nad wyglądem Pana Ryan'a. To teraz będzie o aktorstwie. Chyba każdy z nas lubi kino. I jestem niemalże w 100% pewna, że każdy widział chociażby jedną rolę Ryan'a. To chyba niemożliwe, żeby ktoś nie widział żadnej. Ryan ma swoje przysłowiowe pięć minut, które trwa trochę dłużej. Nic w tym dziwnego! Krytykiem filmowym nie jestem. Ba, powiedziałabym, że daleko mi do tego. Jednakże mając z tyłu głowy kilka ról Gosling'a mogę z pełną świadomością stwierdzić, że aktor z niego genialny. Uwielbiam, wręcz kocham oglądać go na ekranie. The United States of Leland, Drive, Ides of March, Notebook, The Believer. To klasowe filmy i świetne role Gosling'a. Kilka dni temu oglądałam wspomniane wcześniej Idy Marcowe (POLECAM) i w tym filmie doskonale widać talent aktora. Postać intrygująca, która na pewno była wyzwaniem - Ryan sprostał. Fanatyk - jedna z jego pierwszych większych ról, w której wyszedł bardzo dobrze. Myślę, że ta pozycja może być średnio znana szerszej publiczności, bo to film sprzed kilkunastu lat. Obejrzycie nie tyle dla niego, ale dla samej fabuły i problematyki filmu. Pamiętam wielkie oburzenie (swoje i innych), kiedy Ryan nie otrzymał nawet nominacji do Oscara za Drive czy Ides of March... Do dzisiaj tego nie rozumiem.

Żeby tego było mało - Szanowny Pan Ryan Gosling jest wdzięcznym tematem dla internautów :) Jakiś czas temu zaczęły powstawać słynne już memy 'Hey girl...', w których Ryan ma wiadomości do kobiet. Niektóre są naprawdę fajne, łapcie mój ulubiony:


Jak już zdążyłam wspomnieć zapewne sto razy w tym wpisie - uwielbiam go. Uroda, urok, ale przede wszystkim niezaprzeczalny talent. Właśnie za to go najbardziej cenię. Filmy z jego udziałem mogłabym oglądać codziennie. Wystawiłam mu laurkę. Zasłużoną. Teraz czekam na wasze opinie o urodzie, talencie i ogólnie o Ryanie :)

Pauline.

poniedziałek, 5 maja 2014

Chleb, który jest ciastem.

Kilka miesięcy temu przyjaciółka dała mi zakwas. Taki, z którego się piecze (czy z zakwasu się piecze? hę?) i wychodzą smakołyki. Kiedy zorientowałam się o co jej chodzi - broniłam się, jak diabli! Bo przecież nie będę się bawić w coś takiego. Koniec końców przytargałam ten dosyć ciężki słoik do domu i zaczęłam zabawę. Ucierpiał kręgosłup, jak i moja waga...

Owy zakwas służył do zrobienia chleba watykańskiego... Słyszałam o tym w dzieciństwie - pani na religii mówiła i chyba nawet chciałam to zrobić! I chyba mi nie wyszło... Rzecz w tym, że to taki trochę magiczny chlebek: 'pochodzi z Watykanu' (haha). 'Przynosi szczęście w rodzinie' (haha). Piecze się go raz w życiu (no ja planuję upiec jeszcze nie raz). Ach, zapomniałabym - spełnia życzenia całej rodziny. Chyba nie muszę mówić, że w to nie wierzę? W tej całej magicznej otoczce podoba mi się jedna rzecz - zakwas trzeba rozdać dobrym ludziom :) Fajny gest, tym bardziej, że wychodzi z tego coś naprawdę smacznego.

Robi się go przez... kilka dni. Oto magiczny przepis (wraz ze składnikami):
DZIEŃ 1 - Zakwas wlać do większej miski (zapewne nie dostaliście takiego cudnego prezentu, jak ja, czyli zakwasu, więc - przepis na owy zakwas: dni 1-6), dodać 250 g cukru, nie mieszać, przykryć ściereczką.
DZIEŃ 2 - Wlać 250 ml ciepłego mleka - nie mieszać.
DZIEŃ 3 - Dodać 250 g mąki - nie mieszać.
DZIEŃ 4 - Zamieszać rano, w południe, wieczorem.
DZIEŃ 5 - Dodać kolejne (ugh) 250 g cukru - nie mieszać.
DZIEŃ 6 - Zamieszać drewnianą (haha) łyżką. Ciasto rozdzielić na 4 części, z tego 3 rozdać dobrym ludziom na szczęście (naprawdę mnie to śmieszy + nie rozdałam).
DZIEŃ 7 - Dodać: 250 ml oleju, 250 g mąki, 3 całe jajka, pół opakowania proszku do pieczenia, rodzynki, opakowanie cukru waniliowego, pół łyżki soli, odrobinę/albo więcej niż odrobinę cynamonu, 3 starte jabłka, startą tabliczkę gorzkiej czekolady. Piec w temp. 180 stopni - 45 min.

Chleb-ciasto jest... no cóż - mało fit. Wychodzi dosyć słodkie, 'mokre' i PYSZNE. Naprawdę raz na jakiś czas można sobie pozwolić na chwile rozpusty... A później na rower! Ewentualnie można podjąć ryzyko i zabawić się z brązowym cukrem i migdałową czy inną zdrowszą mąką. Jednak nie wiem, czy wyjdzie tak samo. Owe ciasto smakuje nieco piernikowo i zrobiło furorę wśród moich znajomych :) Polecam się pobawić, możecie pominąć te religijne części (Wy grzesznicy!).

Dajcie znać, czy ktoś już kiedyś robił. Smakowało? Mi bardzo i muszę to niedługo powtórzyć. Zdjęć nie ma - szybko zniknęło.

PS. Czy ta masa, która wychodzi 6 dnia, to na pewno jest zakwas? Nie znam się, niech odezwie się jakaś kuchareczka! :)

sobota, 3 maja 2014

Playlista #1

Wrzucam Wam czasem jakąś muzykę (była Lana del Rey, były występy z The Voice of Poland, Pan Podsiadło też się przewinął). Napisałam nawet o tym oddzielny post - muzyka, która daje kopa. Postanowiłam, że co jakiś czas będę Was częstowała 'moją' muzyką - czasem gatunkowo, ale najczęściej będzie to zbiór tych kawałków, których ostatnio często słucham (czyt. gwałcę replay). Dzisiaj będzie to pięć kawałków, które ostatnio siedzą mi w głowie.

Chet Faker - I'm into you.
Poznałam tego brodacza przed kilkoma dniami i od razu się zakochałam.
Któregoś pięknego dnia, ten utwór leciał u mnie przez cały wieczór.

Milky Chance - Stolen dance.
To znają chyba wszyscy :) Jeśli nie, to koniecznie nadróbcie zaległości.
Muzyka, tekst. Biglove.

Beyonce & Shakira - Beautiful Liar.
Ostatnio naszło mnie też na wspominki. Uwielbiam takie rytmy...
Dla mnie jest to kawałek idealny do tańca.
I do paru innych rzeczy.

Major Lazer - Watch out for this.
Też do tańca, tyle że trochę innego :)
Ostatnio usłyszałam w reklamie i słucham codziennie.
Energia!!

I znowu ten sam program... ;) The Voice of Poland.
Michał Szyc i Wojtek Baranowski - Numb.
Moi faworyci (+ Juan Carlos Cano)!! Ktoś poza mną ogląda? :)

Po raz kolejny potwierdziło się, że słucham różnorodnej muzyki. Chyba nie mogłabym się zamknąć na jeden gatunek. Jak widać potrzebuję różnych rytmów, które wywołują przeróżne emocje :) Jak to jest z tym u Was? Czego ostatnio słuchacie najczęściej?

czwartek, 1 maja 2014

Hello May!

Witam Czytelników w tym pięknym majowym dniu. Za oknem cudowna pogoda (przynajmniej u mnie), aż żal spędzać czas w domu. Niestety muszę, do matury nikt się za mnie nie nauczy. A szkoda ;) Kwiecień minął pod znakiem zamknięcia etapu licealnego w moim życiu, a w maju czeka mnie kilka egzaminów. W kwietniu poza nauką (w bardzo dużej ilość) napisałam 11 wpisów. Nieco mniej niż w marcu, ale i tak jestem zadowolona. Poniżej małe przypomnienie o czym pisałam w ubiegłym miesiącu.

1. Zaczęłam od Hello April, czyli małe powitanie kwietnia.
2. Później było o Jurku Owsiaku, a dokładniej o jego wykładzie, w którym miałam (WIELKĄ) przyjemność uczestniczyć. Jak tylko możecie być na jego wykładzie, to nawet się nie zastanawiajcie - idźcie.
3. Podzieliłam się z Wami pięknym występem w moim ulubionym show - The Voice of Poland. Bardzo poruszające.
4. Bardzo trafny cytat. Słowa norweskiego pisarza - Jo Nesbø, którego uwielbiam.
5. O tym, że nie można zaniedbywać umiejętności językowych, bo to tylko oddala od zostania mistrzem. A ja bardzo chcę nim być! Wiem, że Wy też ;)
6. Bardzo subiektywna recenzja "Kamieni na Szaniec" Glińskiego. Polecam obejrzeć film, wyrobić sobie opinię i skonfrontować ją z moją.
7. Wymyśliłam nowy cykl - Migawki z podróży - i wprowadziłam Was w temat. Bardzo się tym jaram, bo w końcu jakoś będę mogła pisać o tych moich małych i dużych podróżach.
8. Były też białoruskie rytmy, czyli ostatnio jedna z moich ulubionych piosenek, która zawsze sprawia, że mi się chcę. Posłuchajcie, a od razu zaczniecie ćwiczyć, tańczyć, czy co Wam po tych główkach chodzi.
9. O tym, jak osiągnęłam cel, który siedział mi w głowie od dzieciństwa. Czyli w sumie o spełnianiu marzeń.
10. Moje bardzo randomowe myśli. Fajnie się pisało ten wpis, muszę to kiedyś powtórzyć.
11. Kolejne migawki z podróży, tym razem szwedzkie.

Była muzyka, był film. Trochę motywacji. I te podróże. Naprawdę się cieszę, że w końcu jakoś będę mogła o nich pisać :) W następnych migawkach pokażę kawałek Warszawy. Stay tuned! A tymczasem... Lecę do nauki - samo się nie zrobi. A Wy dajcie znać, co Wam się najbardziej podobało i może jakieś sugestie, co do maja?

Ściskam,
Pauline.