poniedziałek, 14 kwietnia 2014

NIE ZANIEDBUJ umiejętności językowych.

Dzisiaj przychodzę do Was z apelem (zabrzmiało poważnie). Siedzę właśnie (w momencie rozpoczęcia pisania posta, czyli kilkanaście dni temu) nad angielskim, mianowicie męczę się z use of english. Wprawniejsi w języku angielskim wiedzą o czym mowa, dla mniej kumatych - to takie struktury językowe, które zawsze wyglądają tak samo i nic nie można w nich zmieniać + jest ich multum (to moje własne wyjaśnienie owej części języka, zapraszam anglistów do poprawiania mojej mało profesjonalnej definicji!). Wracając do meritum, czyli wspomnianego wcześniej apelu. Drodzy zebrani, koleżanki i koledzy - nigdy nie zapuszczajcie (cóż za słowo) swoich językowych umiejętności. Dbajcie o nie, jak o oczko w głowie. Bo gdy odpuścicie... Stanie się to, co stało się mnie... Nie potrafię złożyć najprostszej konstrukcji i coraz częściej miewam problemy z gramatyką. A kiedyś byłam geniuszem (no prawie, ale zawsze byłam jedną z lepszych).

W sumie to nie powiem, jak to zrobić. Myślę, że każdy ma swoją niezawodną metodą, którą należy odkurzyć. Mogę odesłać do tego posta, w którym pisałam, jak się uczę hiszpańskiego. Przez tych kilka miesięcy raczej mało się zmieniło, a na maturce (coraz bliżej... damn it) wróżę sobie wynik bardzo dobry, więc coś w tych moich niezawodnych sztuczkach jest.

Brak praktyki oddala do zostania mistrzem. Dlatego teraz marsz do biurka, łapać za książkę od angielskiego, hiszpańskiego (moje już czekają) czy innego mandaryńskiego i  do roboty. W końcu wasza przyszłość opiera się na współpracy z obcymi. Nawet w sklepie spożywczym.

Wspomniałam o kochanej maturce, którą się nie stresuję, ale jednak trochę pracy trzeba w to włożyć. I właśnie dlatego ostatnio aktywność na moim i na waszych blogach jest znikoma. Doba ma niestety tylko 24h, a rozdwoić się też trudno. Mam nadzieję, że kompletnie nie zatonę w książkach i znajdę czas na blogowanie! Tymczasem adios, do napisania!

2 komentarze:

  1. masz racje. i to stuprocentowa. od hmm 4,5 roku mieszkam w kanadzie, nie powiem, ze angielskiego uzywam na codzien, bo tak nie jest. mam college 3 razy w tygodniu (ale dzis ostatni dzien! i dyplom ahh :D), a pracuje z polakami, chlopak tez polak i w domu mowi sie po polsku. ale nie mam najmniejszego problemu z czytaniem ksiazek po angielsku czy ogladaniu filmow bez lektora/napisow polskich. oczywiscie jest pewnie wiele slow ktorych nie znam, ale to sa takie slowa ktore w zyciu moze uzyjesz 5 razy :) wiec tak jak mowisz - praktyka jest potrzebna i ja ją mam. ale jak jeszcze bylam w Polsce, w technikum to uczylam sie niemieckiego. bardzo lubilam ten jezyk, uczylam sie nawet po szkole, sama w domu. Na testach bylam najlepsza ze szkoly z ludzi w hmm chyba wtedy bylam w 2 klasie technikum (!). Ale wyjechalam, nie mam tutaj niemieckiego, nie mam zbyt czasu na nauke w domu, bo chodze do szkoly i pracuje. I jestem zalamana ile rzeczy zapomnialam. Mam nadzieje, ze jeszcze kiedys wroce do tego i naucze sie chociaz do tego poziomu ktory osiagnelam kiedys.

    Ania, taffydream.net/blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę powodzenia z dyplomem!! :) Mam nadzieję, że znajdziesz czas na niemiecki. Ja bym chciała po maturze wyjechać do Hiszpanii np. do pracy, bo nie wyobrażam sobie zatracić nabytych umiejętności...

      Usuń