środa, 30 kwietnia 2014

Migawki z podróży - Szwecja | Malmö.

Dzisiaj zabieram was na południe Szwecji. Dokładniej do uroczego miasta - Malmö. Jest to port morski, leżący nad cieśniną Öresund, połączony mostem Öresundsbron/Øresundsbroen z duńską stolicą - Kopenhagą. Będąc w Malmö polecam zajrzeć do Kopenhagi (i odwrotnie). Most ma nieco ponad 42 km długości, jedzie się nim ok 40 min. Jechałam pociągiem, z przemiłą Panią, która zajęła nas rozmową. Do tego cudowne widoki :) Samo miasto również bardzo ładne. Takie 'ułożone', spacerując cały czas miałam w głowie, że to taka trochę Kopenhaga.


Dworzec Centralny - bardzo przypomina mi ten kopenhaski. Jest piękny, to ta cegła tak na mnie działa :) Chyba podoba mi się wszystko, co z cegły... Wokół mnóstwo rowerów - w końcu to Skandynawia. Rowery już chyba zawsze będą dla mnie kwintesencją tego regionu. Malmö jest jednym z najbardziej przyjaznych rowerzystom miast na świecie! Nic tylko jeździć.


Miejscowa plaża. Pogody nie było (chociaż świeciło słoneczko! co na pogodowe standardy tego wyjazdu było czymś wow), więc nie wiem, jak to wygląda z opalaniem :) Raczej na spacer, czy do biegania. Patrząc na to zdjęcie można stwierdzić, że plaża jest nieco żwirowa. Wikipedia mówi: Nazwa Malmö jest złożeniem słów malm w znaczeniu „drobne skały” lub „piasek”, „żwir” oraz högar (l.poj. hög – „kopiec”, „górka”). Malmö oznacza więc „kopce piasku”. Hmm, ta plaża chyba to potwierdza. Doskonale widać z niej znany budynek Turning Torso (190 m) i jak się właśnie dowiedziałam jest to najwyższy budynek mieszkalny (!) w Szwecji. A myślałam, że to biurowiec :) Tylko sobie wyobraźcie, jakie widoki muszą być z tych mieszkań... Aż się rozmarzyłam. Chyba zaraz sprawdzę ceny.

Miasto oferuje dużo więcej. Przejrzę zdjęcia (których niestety wtedy robiłam bardzo mało...) i może pokażę wam coś jeszcze. A może ktoś był? Co ciekawego powiecie o uroczym Malmö? Mi się podobało, ale z ukochaną Kopenhagą (tak wiem, to już nudne) nie wygrało :)

Kiss kiss,
Pauline.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Moje myśli.

Dzisiaj napiszę coś od siebie - co teraz robię, czego słucham, o czym myślę. Najpierw zrobiła to Venila, o tutaj. Swoją drogą uwielbiam Ją. A teraz moja kolej.

Jem pączka. W zasadzie to kilka minut temu zjadłam. Był bez nadzienia.

Piję zieloną herbatę z pigwą. Uwielbiam.

Czytam Fight Club. Dziwna książka, ale lubię takie.

Marzę o jakimś wyjeździe.

Słucham białoruskich rytmów, o których zresztą niedawno pisałam.

Marnuję czas, zamiast uczyć się matematyki.

Życzę sobie szczęścia, Amen.

Cieszę się, że właśnie wyszło słońce! :)

Czekam aż ktoś mi przyniesie w końcu te energetyki.

Uwielbiam poranną prasówkę (blogówkę ??).

Mam nadzieję, że dobrze bardzo dobrze zdam maturę.

Potrzebuję miejsca dla siebie.

Jestem całkiem wyluzowana.

Myślę, jaki będzie ten tydzień.

Śmieję się z siebie. Bardzo fajna umiejętność :)

Czuję, że życie jest naprawdę super!!

Lubię gorącą herbatę. Kawę też.

Pisząc ten wpis, a wcześniej czytając Venilę przypomniał mi się post, w którym pisałam, co w danym momencie lubię. Utrzymany w podobnym charakterze.

Pauline.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Jak dotarłam do celu.

Moim celem odkąd pamiętam było nauczenie się hiszpańskiego i w miarę swobodne posługiwanie się tym językiem.

Hiszpańskiego się nauczyłam. Jeśli mowa o swobodnym posługiwaniu się... Tutaj pojawia się pewien problem, mianowicie problem z mówieniem. Czyli de facto z najważniejszym aspektem języka (przynajmniej dla mnie). Na początku zazwyczaj rozmowa wychodzi mi dosyć... przeciętnie, ale z biegiem toczącej się konwersacji idzie mi coraz lepiej, i lepiej. Rozkręcam się z czasem, więc chyba nie jest z tym aż tak źle.

W sumie to nie wiem, jak to zrobiłam, bo nie zawsze było tak och i ach. Był okres, kiedy unikałam tego języka i podchodziłam do niego wręcz z niechęcią. Po jakimś czasie minęło, nawet nie wiem jak. Jednak miłość (hehe) przetrwa wszystko!

Z dniem przedwczorajszym ukończyłam szkołę średnią z oceną celującą na świadectwie. Cel sprzed lat został osiągnięty, a ja mogę się tylko cieszyć.

Pauline.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Muzyka, która daje kopa.

Nie wiem dlaczego nie pisałam jeszcze nic o muzyce. Towarzyszy mi (prawie) zawsze, idealnie dopasowując się do mojego aktualnego stanu i emocji, które we mnie buzują. Myślę, że każdy tak ma! Właśnie dlatego postanowiłam podzielić się z Wami jednym (tak, tylko jednym) utworem, który ma taką energię, że od razu chce się ruszyć i zrobić cokolwiek!

Макс Корж — Жить в кайф 

Tak, tak. Białoruskie rytmy. Żeby było śmieszniej - nie potrafię przeczytać artysty, tytułu również. Na dobrą sprawę nie mam pojęcia o czym jest ta piosenka. Po teledysku (swoją drogą bardzo BARDZO fajnym) mogę stwierdzić, że jest o młodości, podróży (odkrywcze, wiem), przyjaźni i wolności. Czyli to, co mnie bardzo kręci. Podoba mi się to, BARDZO MI SIĘ PODOBA. Energia płynąca z głośników... Sprawia, że czuję się świetnie. Ten utwór jest naładowany mega pozytywnymi emocjami, co czuć od pierwszych minut :) Dla mnie to kawałek idealny do ćwiczeń. Ogólnie do uprawiania sportu. Pamiętam, jak go przesłuchałam po raz pierwszy (czyt. katowałam ten numer cały dzień) - byłam chora, ledwo oddychałam, a wzięłam się za ćwiczenia! I serio, zrobiłam całą serię, na różne partie ciała. Można? Można! Wszystko można, potrzeba tylko impulsu (i odrobiny chęci, oczywiście). Tym impulsem jest taka muzyka.

Nigdy bym siebie nie podejrzewała o słuchanie muzyki we wschodnim języku, bo nigdy mnie one nie interesowały. Wręcz nie przepadałam za brzmieniem rosyjskiego, czy ukraińskiego. A tu taka niespodzianka! A jak jest u Was? Lubicie, słuchacie muzyki w obcych językach, których w zasadzie to w ogóle nie rozumiecie? :D U mnie tak często. Dajcie znać, co myślicie i co Wam daje kopa!

Pauline.

PS. NIE WIEM DLACZEGO PO RAZ KOLEJNY TEKST SIĘ TAK DZIWNIE... ROZLAZŁ. NAPRAWDĘ PRÓBUJĘ COŚ ZDZIAŁAĆ I NIC! :( WYBACZCIE. BĘDĘ PRÓBOWAŁA DALEJ.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Migawki z podróży - nowy cykl.

Zawsze chciałam pisać o podróżach. Blogi i książki podróżnicze czytam na potęgę, o czym mogliście się dowiedzieć tutaj. Jednak na razie podróżuję bardzo mało (jest to spowodowane kilkoma rzeczami), a i tak chciałabym o tym pisać! Tak tak, trochę w tym sprzeczności, ale... Wymyśliłam sobie cykl Migawki z podróży, w którym będę Wam pokazywała swoje 'stare' podróże, i oczywiście, jak się pojawi coś nowego (I hope so) to też się tym podzielę.

Plan jest taki: pokazuję dalsze wypady, ale też to, co zobaczyłam w swojej okolicy po krótszym/dłuższym spacerze. W końcu tyle czytam(y) o spacerach po londyńskich parkach, czy włoskich uliczkach... A dlaczego nie pokazać Warszawy czy chociażby polskiej wsi? W końcu mamy tyle pięknych miejsc, które też zachwycają i inspirują! Migawki będą miały krótką formę: kilka zdjęć + jak najmniej tekstu - oczywiście na tyle, na ile mi się to uda (w końcu gaduła ze mnie).


Dzisiaj jedno zdjęcie, które kiedyś już tutaj było. Wstawiam je jeszcze raz, ponieważ je uwielbiam i dużo dla mnie znaczy.

DANIA, Maj, 2011. Na chwilę przed wylądowaniem na mojej prywatnej ziemi obiecanej.

środa, 16 kwietnia 2014

"Kamienie na Szaniec" R. Glińskiego. Sukces?

Minęło już kilka tygodni od premiery najnowszego filmu Roberta Glińskiego - "Kamienie na szaniec". Adaptacja (ekranizacja ?) szkolnej lektury, którą każdy powinien znać. Czytałam, ale mało pamiętam, więc po maturce (ekhem...) czas ową pozycję odświeżyć. Przechodząc do meritum... "Kamienie na szaniec" to świetny film. Przyznaję, że wyszłam z kina nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Za dużo myśli w głowie,  bo sam film jest wstrząsający.

Nie będę się wypowiadała o tym, jak dokładnie twórcy oddali treść książki, ale jedno jest pewne - pokazali piękną historię, pełną najcenniejszych wartości w życiu każdego z nas. Przyjaźń, miłość, rodzina, marzenia, wolność, patriotyzm. I mogłabym tak wymieniać jeszcze z parę linijek. Cała historia opiera się na przyjaźni mężczyzn, dopiero wchodzących w dorosłość, którzy smakują miłości i życia.

Bardzo młoda  obsada - dwie główne role powędrowały do Marcela Sabata i mojego faworyta Tomasza Ziętka. Ci młodzi ludzie udźwignęli ciężar, jakim niewątpliwie było zagranie w takim filmie. Wcielenie się w tragiczne role harcerzy z Szarych Szeregów na pewno nie było łatwe. Przyznaję, że pomimo tego, że stałam się wielką fanką obsady, to w pewnych momentach nie wiedziałam, jak się zachować, ponieważ gra wydawała mi się nieco śmieszna. Jednak nie zarzuciłabym nic tym młodym aktorom.

Niektórzy czepiają się, że było za dużo seksu... Wtedy nasuwa mi się myśl, że chyba oglądaliśmy inny film. Pamiętam dwie sceny, które mogłyby się zaliczać do tych z serii łóżkowych, ale... Błagam, czy kawałek piersi jest aż taką straszną sprawą? Seks to najnormalniejsza rzecz na świecie. Rozumiem, że niekiedy jeszcze temat tabu, ale nie przesadzajmy. Mamy XXI w. I czepianie się tego, że sceny łóżkowe w ogóle miały miejsce... To byli dorastający ludzie, młodzi chłopcy, którzy pragnęli tego. Każda dorastająca osoba myśli o seksie i nie ukrywajmy - tak też było podczas wojny. Przecież Ci młodzi chłopcy poza walką chcieli prowadzić normalne życie... Poza tym seks może działać niczym terapia (łóżkową scenę "Zośki" bym do tego zaliczyła), ale o tym innym razem.

Pisząc o tym filmie nie można pominąć utworu Dawida Podsiadło - 4:30. Piękna piosenka, bardzo wzruszająca. Uwielbiam jej słuchać.


Oddałem wszystko, żeby wszystko mieć...

Wspaniała, znana większości historia młodych przyjaciół, którzy walczą o wolność Ojczyzny. Piękna sprawa. Poleciłabym ten film każdemu, kto nie boi się wzruszyć, a nawet zapłakać. A tak naprawdę to polecam wam wszystkim. Dobre kino, idealne dla młodych osób.  Jeśli ktoś nie widział, niech to szybko nadrobi. Dobra robota, Panie Gliński.

Pauline.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

NIE ZANIEDBUJ umiejętności językowych.

Dzisiaj przychodzę do Was z apelem (zabrzmiało poważnie). Siedzę właśnie (w momencie rozpoczęcia pisania posta, czyli kilkanaście dni temu) nad angielskim, mianowicie męczę się z use of english. Wprawniejsi w języku angielskim wiedzą o czym mowa, dla mniej kumatych - to takie struktury językowe, które zawsze wyglądają tak samo i nic nie można w nich zmieniać + jest ich multum (to moje własne wyjaśnienie owej części języka, zapraszam anglistów do poprawiania mojej mało profesjonalnej definicji!). Wracając do meritum, czyli wspomnianego wcześniej apelu. Drodzy zebrani, koleżanki i koledzy - nigdy nie zapuszczajcie (cóż za słowo) swoich językowych umiejętności. Dbajcie o nie, jak o oczko w głowie. Bo gdy odpuścicie... Stanie się to, co stało się mnie... Nie potrafię złożyć najprostszej konstrukcji i coraz częściej miewam problemy z gramatyką. A kiedyś byłam geniuszem (no prawie, ale zawsze byłam jedną z lepszych).

W sumie to nie powiem, jak to zrobić. Myślę, że każdy ma swoją niezawodną metodą, którą należy odkurzyć. Mogę odesłać do tego posta, w którym pisałam, jak się uczę hiszpańskiego. Przez tych kilka miesięcy raczej mało się zmieniło, a na maturce (coraz bliżej... damn it) wróżę sobie wynik bardzo dobry, więc coś w tych moich niezawodnych sztuczkach jest.

Brak praktyki oddala do zostania mistrzem. Dlatego teraz marsz do biurka, łapać za książkę od angielskiego, hiszpańskiego (moje już czekają) czy innego mandaryńskiego i  do roboty. W końcu wasza przyszłość opiera się na współpracy z obcymi. Nawet w sklepie spożywczym.

Wspomniałam o kochanej maturce, którą się nie stresuję, ale jednak trochę pracy trzeba w to włożyć. I właśnie dlatego ostatnio aktywność na moim i na waszych blogach jest znikoma. Doba ma niestety tylko 24h, a rozdwoić się też trudno. Mam nadzieję, że kompletnie nie zatonę w książkach i znajdę czas na blogowanie! Tymczasem adios, do napisania!

środa, 9 kwietnia 2014

Cytat #8

" (...) On nigdy dobrowolnie nie opuścił imprezy.
A dla niego życie było największą imprezą.
Nie znam nikogo, kto kochałby je bardziej niż on.
Bez względu na to, co ono z nim zrobiło. "

Człowiek nietoperz - Jo Nesbø

niedziela, 6 kwietnia 2014

The Voice of Poland. Sławek Ramian "Moja i twoja nadzieja".

 

 Dzisiaj zostawiam was z tym występem.
Część z wam może już zna historię Kasi Markiewicz,
napisałam o tym jakiś czas temu, polecam się zapoznać.
Musicie zobaczyć ten występ.
Nie pamiętam, kiedy tak płakałam.
Coś pięknego i absolutnie wyjątkowego.

piątek, 4 kwietnia 2014

SIEMA! Wykład z Jurkiem Owsiakiem.

Kilka dni temu byłam na wykładzie. Gościem specjalnym był Jurek Owsiak. Zaczęło się bardzo pozytywnie, a później było tylko lepiej.

Dlaczego lepiej? Jurek (kumpel Jurek, jak go od tego dnia nazywam) to niesamowicie inspirująca osoba. Zawsze darzyłam go szacunkiem i sympatią, ale od poprzedniej soboty jestem zachwycona jego osobą. Opowiadał o swoich początkach, o tym jak zaczęła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jakie były z tym problemy i ogólnie co nas nie zabije, to nas wzmocni. Opowiadał o pierwszej edycji WOŚPu i do dzisiaj się z tego śmieję :)

Zdaję sobie sprawę, że od jakiegoś czasu w społeczeństwie jest duża nagonka na WOŚP i Jurka. Dlaczego, ja się pytam DLACZEGO!? Jakim prawem ludzie, którzy zapewne mało w życiu osiągnęli (stawiam, że to właśnie tacy mają jakieś nieuzasadnione pretensje - mądrzy ludzie docenili by to, co zrobił) potępiają takiego człowieka? Jego upór, chęć niesienia pomocy, pokazywania ludziom, że można żyć inaczej to wielka rzecz. Podziwiam go, że przez te ponad 20 lat nadal mu się chce. Na pewno były załamania, a on nadal jest. Jakby miał jakąś misję. To trzeba docenić i wszelkie animozje pozostawić za sobą, bo ten człowiek naprawdę zasługuje na uznanie (podobnie jak i cała jego ekipa).

Owsiak zasługuje na szacunek również dlatego, że potrafi zainspirować i zmotywować. Podczas wykładu mówił o tym, jak wyglądała jego młodość - mnóstwo wyjazdów, które nauczyły go życia. Powiedział, że gdyby miał taką siłę, to wysłałby każdego młodego człowieka na co najmniej 2 lata zagranicą i nie pozwoliłby wrócić wcześniej :) Wszystko po to, żeby poszerzyć wiedzę i umiejętności. Zdobyć doświadczenie (nawet na angielskim zmywaku) i posmakować życia, którego umówmy się - kiedy się siedzi na dupie i mało ze sobą robi, nie można poznać. Zawsze mierzyłam wysoko i podobnie marzyłam, mam nadzieję, że część osób zgromadzonych w auli weźmie przykład z Jurka i zrobi w życiu coś fajnego.

Kumpel Jurek powiedział też, że trzeba łapać każdą okazję. Nigdy nie wiemy do czego może nam się przydać dana umiejętność czy złapane po drodze kontakty. Życie daje sporo możliwości i szans, trzeba tylko umieć je dostrzec i po nie sięgnąć :) A później tylko zbierać żniwa. Niby proste, ale ludzie cały czas, jakby zagubieni, pytają jak żyć...

Co sądzicie o Jurku? Podzielacie moje zdanie? Jeśli uważacie inaczej - okej, z chęcią poznam waszą opinię, ale ładnie ją uargumentujcie :)

Aha, zapomniałabym o małym apelu. Jeśli macie okazję pójść na wykład z kimś ważnym/fajnym/znanym/mądrym etc., to korzystajcie! Ja wyszłam całkowicie oświecona i czekam na jutrzejszy!

wtorek, 1 kwietnia 2014

Hello April!

 
shesaidbeauty.com
Jest kwiecień! Nie wiem, gdzie zniknął marzec, ale zrobił to w ekspresowym tempie... Zanim się obejrzę, a będę rozwiązywała test na maturze z polskiego... Czas ostatnio pędzi, ale na szczęście nie mam wrażenia, jakby bezsensownie przelatywał mi przez palce. Marzec był ciężki, dużo spraw na głowie i zaległości po lutowo-marcowej chorobie, ale jakoś dałam radę. Kwiecień szykuje się na jeszcze trudniejszy, bo w końcu trzeba się wziąć do porządnej pracy... Zaczynam już po skończeniu tego tekstu, a tymczasem małe (albo i nie) przypomnienie o czym pisałam w marcu.

1. Blogi są fajne. Zaczęłam od wyjaśnienia dlaczego warto czytać i pisać blogi.
2. Być dobrym człowiekiem. Pokazałam, że bycie dobrym człowiekiem wcale nie jest trudne i że niewiele do tego potrzeba.
3. Bezradność jest najgorsza. Potem nastał dosyć trudny okres w moim życiu i musiałam to jakoś skomentować.
4. "...kocham to miasto zmęczone, jak ja..." Zdradziłam, co mnie kręci w Warszawie i jakie mam z nią wspomnienia.
5. Wariacje z awokado. Banalny (naprawdę!) przepis na szybką, zdrową i smaczną przekąskę.
6. Nie czekaj z życiem. Tekst, który napisałam pod wpływem wzruszenia i innych silnych emocji. Jest dla mnie dosyć ważny. Tym bardziej, że kobieta, która zainspirowała mnie do napisania tego wpisu niestety niedługo później przegrała walkę z chorobą.
7. Co robi ze mną nadmiar obowiązków. O tym, że lubię mieć milion spraw na głowie.
8. To mi się podoba! #6 Kolejny odcinek mojego cyklu.
9. Nowe (blogowe) odkrycia. Trzy blogi, które ostatnio mi się spodobały.
10. Odpoczynek dobra rzecz. Odpowiedź na tekst spod numeru 7 :)
11. Wiosna, ach to Ty! Pierwszy dzień wiosny. O tym, jak uczynić wiosnę fajniejszą.
12. Cytat #7 Kolejny inspirujący cytat do kolekcji.
13. Liebster Blog Award. Nominacja do blogowego łańcuszka (?). Trochę kręciłam nosem, ale napisałam i było to nawet przyjemne :)
14. Souvenirs, souvenirs. Co przywożę (na razie częściej dostaję) z podróży i co można z owymi rzeczami zrobić.
15. Ludzie bywają dziwni. Zakończyłam tekstem o tym, że w zasadzie to nie rozumiem niektórych osób.

Marzec był bogaty we wpisy. Co prawda z matmy jestem słaba, ale wychodzi, że dodawałam coś raz na dwa dni. Teksty były dosyć różnorodne, z czego jestem bardzo zadowolona :) Mimo nawału kwietniowych obowiązków postaram się utrzymać (a nawet zwiększyć) poziom w tym miesiącu. Pomysły już są, teraz trzeba je tylko zrealizować.

A jaki był Wasz marzec?

Pauline.