środa, 19 marca 2014

Odpoczynek dobra rzecz.

Niedawno pisałam o tym, że lubię nadmiar obowiązków, bo tylko wtedy daję radę. Jednak wszystko ma granice. Ostatnie dwa tygodnie wyglądały mniej więcej tak: pobudka o 5, o 8 już w szkole, w domu około 16-17, nauka do 23, sen, pobudka o 5... W między czasie popijałam litry kawy dziennie (dosłownie), jadłam byle co w bardzo nieregularnych godzinach. W ostatnią sobotę trochę pospałam - do 11... Odespałam (ale straciłam cenne godziny). Niedziela - pobudka o 4:50 (ale nie, że tak sama z siebie... aż takim rannym ptaszkiem nie jestem) i 10h matematyki... Jednym słowem dramat.

Odpoczynek doceniłam dopiero dzisiaj. Kiedy dostałam ową szansę. Jutro wolny dzień (czyt. dzień latania między lekarzami), więc nie musiałam zapieprzać ze wszystkim. Znalazłam nawet czas na gapienie się w ścianę o czym w ostatnich dniach nawet nie miałam czasu pomyśleć...

Nadszedł kryzys, który zazwyczaj jest kwestią czasu. Na moje szczęście od razu wypadło mi wolne popołudnie. Nadrobiłam zaległości blogowe, a nawet przeczytałam kilka artykułów i wywiadów... Niczym święto! Nie czekajcie na owe święto - w miarę możliwości starajcie się znaleźć chwilę na oddech, nawet w najbardziej napiętym dniu. Gapienie się w ścianę/sufit/za okno (niepotrzebne skreślić) może mieć zbawienny wpływ, a później jakość waszej pracy wrośnie.

Doceńcie chwilę relaksu.

Pauline.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz