czwartek, 13 marca 2014

Co robi ze mą nadmiar obowiązków.

Chodzę jeszcze do liceum (ach ta klasa maturalna) i z wytęsknieniem czekałam na ferie i możliwość odpoczynku. Ale rozleniwiłam się tak bardzo, że w czasie owych ferii nie zrobiłam (prawie) nic. Jest mi wręcz przykro z tego powodu, bo plany miałam duże. Nie umiem funkcjonować, kiedy mam za dużo czasu. Potrzebne mi są obowiązki i różne zajęcia, bo tylko wtedy jestem w stanie się zorganizować.

Mając dużo wolnego czasu cały czas w głowie siedzi mi myśl 'przecież mogę to zrobić za 2 godziny...'. I tak z tych 2 godzin powstaje kilka dni, które zazwyczaj spędzam na nicnierobieniu. Lubię mieć chwile wolnego, ale tylko chwilę. Inaczej nie umiem żyć. 14 dni wolnego to zdecydowanie za dużo, bo czuję jak wartościowy czas leci mi przez palce. Nie lubię tego uczucia. Bardzo nie lubię.

Kiedy goni mnie deadline mam świadomość, że muszę wykonać dane zadanie. Wtedy siedzę, łapiąc się różnych inspiracji i MYŚLĘ. Intensywnie myślę nad tą rzeczą, wiedząc, że MUSZĘ to zrobić. W pewnym sensie zmuszam się do myślenia. Patrzę na to pod każdym możliwym kątem - aż w końcu pomysły i wnioski same się nasuwają. Przydają się zwykłe kartki papieru, na których tworzę mapę myśli/burzę mózgów (a raczej własnych myśli). Wokół siebie, w kalendarzu, portfelu, notesach mam miliony kartek z notatkami, których NIGDY nie wyrzucam przed skończeniem pracy. Zawsze coś z tego wychodzi, nie ma innego wyjścia. I nawet jest całkiem dobrej jakości :)

Ten tydzień to same deadline'y. Terminy mnie gonią i mimo, że jedyne, co robię od poniedziałku to siedzę na tyłku i nadrabiam zaległości + zajmuję się bieżącymi sprawami (czyt. nie mam nawet czasu zrobić obiadu), to brakowało mi takich dni :) Lubię coś robić, tylko wtedy mogę funkcjonować.

U Was też termin goni termin i brak czasu na myślenie o niebieskich migdałach? Lubicie to? Miłego popołudnia życzę i wracam do pracy :)

Pauline.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz