środa, 26 marca 2014

Ludzie bywają dziwni.

Znajoma ostatnio napisała na fejsie 'i hate people'. Zaczęłam się zastanawiać, co jest nie tak z tym światem. I jak bardzo jestem dziwna, jeśli powiem, że kocham ludzi. Nie chcę zostać uznana za ignorantkę - okej, może ma (moja znajoma) problemy (chociaż jej życie na to nie wskazuje), ale 'i hate people'. Serio? Znając ją, wiedząc o tym, że spełnia marzenia i widząc takie coś na głupim fejsiku robi mi się jej żal.  I zapewne taki był tego cel... Tyle, że jest mi jej szkoda, bo jest po prostu głupia. Tak, tak, głupia. Nie docenia tego, co ma i jakimi ludźmi się otacza. Jakby widziała swoje życie tylko w ciemnych i ponurych barwach, nie zauważając tych dobrych stron.

Pisanie tego typu rzeczy na portalach społecznościowych jest, jak dopraszanie się o współczucie, czy nawet uznanie. Nie rozumiem takich ludzi, smutny żywot muszą prowadzić. Czy nie lepiej cieszyć się z pójścia na koncert albo wyjazdu do ukochanego miasta? Nie, według niej trzeba narzekać i czekać aż znajomi na fejsie pocieszą. Nie wspominając o tym, że są to tacy znajomi, od których rzadko można usłyszeć zwykłe 'cześć' na ulicy. To jest dopiero smutne, że niektórzy czekają na wirtualne uznanie i wsparcie, tylko po to, żeby poczuć się lepiej. Fenomen owych portali poszedł już tak daleko, że niektórzy za punkt honoru uważają liczbę lajków czy innych serduszek na Instagramie. Owszem, fajnie wiedzieć, że zdjęcie się spodobało - któż z nas tego nie lubi? Ale uzależnianie od ilości polubień swojego poczucia wartości jest co najmniej śmieszne. A jeszcze bardziej smutne. Nawet nie wiem, jak pomóc takim ludziom...

Pauline.

Jak widać (I hope so) zmieniłam wygląd bloga. Teraz pierwszy raz w historii blogowania mogę powiedzieć, że naprawdę mi się tutaj podoba. Co prawda daleko mi do super-hiper-mega szablonów sławnych blogersów, ale niestety programowanie i inne kody to nie moja bajka (na razie). Informatyków w gronie znajomych (nawet na fejsie) szukać na próżno. Dlatego liczę na Was! :) Dajcie znać, co myślicie i czy widać jakieś niedoróbki - posiadam netbooka i obawiam się, że na zwykłych laptopach może to wyglądać nieco inaczej. Wszelkie sugestie wskazane. Muszę się jeszcze ogarnąć z klasyfikacją postów do poszczególnych kategorii, zająć się bocznym menu i wtedy wszystko będzie cacy.

wtorek, 25 marca 2014

Souvenirs, souvenirs.

Najlepszą pamiątką z podróży są wspomnienia. Potrafią przywołać piękny wschód słońca na plaży, jak i szum morza czy oceanu. Jednak ja uwielbiam coś jeszcze. Drobiazgi, które przypominają mi o danym miejscu. Wystarczy, że spojrzę na coś takiego i od razu codzienność nabiera więcej kolorytu i blasku :)

Pocztówki są chyba najbardziej znane. Przywożę je sama oraz prezentują mi je przyjaciele, którzy dobrze wiedzą, że je uwielbiam. Niby banalna rzecz, ale zawsze miło jest spojrzeć na taki drobiazg wiszący przy biurku czy służący jako zakłada do książki (tak, to ja).

Inną fajną i lubianą pamiątką są magnesy na lodówkę. Trochę to banalne, trochę kiczowate, ale lubię je. Na lodówce mam słynne azulejos z Barcelony i magnes z greckiej wyspy - Korfu. Prezenty, które sprawiły mi małą radość :)

Każdy region świata charakteryzuje się czymś szczególnym. Według mnie takie rzeczy są pożądane, bo dzięki nim można przenieść klimat danego miejsca do swojego domu. Przyjaciółka spędziła niecałe dwa tygodnie we Włoszech i przywiozła mi piękną, zdobioną porcelanową wenecką maskę.


Wszystkie te przedmioty zamierzam umieścić w swoim przyszłym domu. Myślę, że każdy podróżnik (którym ja jeszcze nie jestem) wplata swoje podróże w codzienne życie. Wenecka maska ma już swoje miejsce w mojej wizji przyszłych czterech kątów :) Sprawdźcie mieszkanie dziennikarki Beaty Sadowskiej, którą uwielbiam od zawsze - filmik tutaj. Podoba mi się to, jak połączyła obszerną domową biblioteczkę z pamiątkami z licznych podróży. Przy okazji polecam też jej bloga - trochę podróży, biegania, macierzyństwa i ogólny lifestyle.

A Wy co przywozicie z podróży? Macie takie przedmioty, na które patrzycie i od razu czujecie się lepiej?

Pauline.

poniedziałek, 24 marca 2014

Liebster Blog Award.

Zostałam nominowana przez Agnieszkę z CRANBERRY SMILE do Liebster Blog Award. Nigdy nie wiedziałam o co tak naprawdę chodzi w tym łańcuszku (hm?) i w zasadzie, to wydaję mi się, że nie jest to mój target. Jednak stwierdziłam, że raz mogę się 'pobawić'.

Dostałam 11 pytań, więc przejdę od razu do rzeczy.

1. Twoja najgłupsza wpadka?
Ojej, zaczyna się dosyć ciężko:) Nie potrafię teraz skojarzyć takiej sytuacji, jednak zazwyczaj mają one miejsce wśród moich przyjaciół i zawsze wpadka przeobraża się w zabawną sytuację, która później żyje jako anegdotka.
 
2. Spódnica vs spodnie vs sukienka?
Najczęściej spodnie, ale uwielbiam sukienki. Zależy od sytuacji, nastroju i pogody.
 
3. Wolisz pytać, czy odpowiadać?
To również zależy od sytuacji i od rozmówcy. Są osoby, którym mogłabym zadać wiele pytań, chociaż mogłaby mnie wtedy zjeść trema... :) Lubię odpowiadać, bo wtedy w pewien sposób pokazuje siebie.
 
4. Twój ideał faceta?
Ideały nie istnieją. Chciałabym, żeby mój mężczyzna był inteligentny i mądry, żebyśmy mieli o czym rozmawiać. Szacunek do drugiego człowieka i bycie dżentelmenem to dla mnie najważniejsza cecha. Poczucie humoru to też ważna rzecz. Jednak zaakceptowałabym go takiego jakim jest - z zaletami i wadami. Człowiek jest istotą ciekawą, właśnie dlatego, że posiada te dobre i trochę gorsze cechy. To czyni nas bardziej interesującymi od ideału.

5. Została Ci godzina życia. Jak ona wygląda?
Robię to, czego nigdy nie odważyłam się zrobić (mam nadzieję, że pod koniec życia takich rzeczy nie będzie :) Albo jeszcze lepiej - kontaktuję się z kilkoma osobami i mówię im to, czego wcześniej nie potrafiłam przekazać.
 
6. Gdybyś mogła wybrać datę swoich urodzin, jaka to byłaby data?
Moja data jest cudowna, nie zamieniłabym ją na żadną inną :)
 
7. Dlaczego lubisz czekoladę?
Bo daje mi szczęście! Ewentualnie złudzenie szczęścia :D
 
8. Gdybyś miała możliwość zagrania w filmie jaki byłby to film?
Lubię filmy psychologiczne. Albo takie, gdzie na pierwszy plan wysuwa się przyjaźń, podróż oraz wolność (On the Road). Albo ukochany Gatsby.
 
9. Jedna umiejętność, którą chciałabyś posiadać?
Hm... Prawo jazdy? :D Nigdy nie podchodziłam do kursu, bo kiedyś stwierdziłam, że to nie dla mnie. A z drugiej strony bardzo bym chciała mieć prawko i samochód... Gdyby tylko dało się przeskoczyć etap kursu i egzaminu! ;)
 
10. Ulubiony zapach?
Jeśli chodzi o perfumy, to jeszcze nie znalazłam swojego zapachu. Uwielbiam cytrusowe, lekkie, dające poczucie świeżości i szukam właśnie w tym kierunku. Jeśli chodzi ogólnie o zapachy, to uwielbiam zapach mężczyzny. Męskie perfumy mogłabym wdychać godzinami... ;)
 
11. Miejsce, do którego chciałabyś pojechać?
Jest ich mnóstwo! Zawsze chciałam pojechać do Meksyku, który jest moją miłością odkąd pamiętam. Jednak jestem prawdziwą marzycielką i mam nadzieję wiem, że z czasem dopnę swego i każde z wymarzonych miejsc odwiedzę.

Całkiem fajnie było odpowiadać na powyższe pytania :) Powinnam teraz kogoś nominować (znaczy wszyscy tak robią, więc ja chyba też powinnam), ale po prostu nie bardzo wiem kogo. Albo nie bardzo mam kogo, ponieważ blogerzy, którzy mnie odwiedzają chyba nie robią takich rzeczy (jak to zabrzmiało!). Powinnam też wymyślić pytania... Nie nominuję jednak nikogo. Po prostu jeśli ktoś chce wziąć udział w owej zabawie, to zapraszam do skorzystania z pytań Agnieszki - myślę, że będzie jej miło :) Życzę miłego odpowiadania.

Pauline.

sobota, 22 marca 2014

Cytat #7

The world is a university and everyone in it is a teacher.
Make sure when you wake up in the morning you go to school.

Bishop T.D. Jakes

czwartek, 20 marca 2014

Wiosna, ach to Ty!

Mam wrażenie, że tegoroczna wiosna przyszła dużo wcześniej niż powinna. Lubię zimę i nie przeszkadza mi chłód, na który zazwyczaj narzeka większość ludzi dookoła. Nie widzę w tym sensu, bo przecież nie mogę zmienić pór roku. Jednak cieszę się, że wiosna rozpoczęła się wcześniej, niż później. Uwielbiam ten dzień, kiedy już nie muszą chować dłoni w kieszeniach ciepłego płaszcza. Dzień, w którym po raz pierwszy w roku czuć ciepłe powietrze :) Uwielbiam ten moment, wtedy od razu chce się bardziej. Żeby zachować prawa natury ten dzień powinien nadejść dzisiaj - 20 marca, czyli pierwszego dnia wiosny*. I dzisiaj też jest pięknie! Jeśli jeszcze ktoś dzisiaj nie wyszedł z domu (w co wątpię, bo jest po 15), to zachęcam. Cudne słońce i lekki wiaterek (przynajmniej u mnie :) to idealna pogoda na pierwszy prawdziwie wiosenny spacer. Życie od razu stanie się piękniejsze. Idźcie na ten spacer, chociażby do sklepu po świeże warzywka czy owoce i zróbcie sobie małą, oczywiście wiosenną ucztę. Spacer + zdrowy posiłek = dobre samopoczucie :) 

No właśnie - dobre samopoczucie. Zacznijcie o siebie dbać, pogoda naprawdę temu sprzyja. Wiosna jest piękna i fajnie też jest czuć się pięknie. Jak to zrobić?
* mniej kawy, więcej wody (z cytryną lub innymi owockami),
* mniej siedzenia, więcej chodzenia (wyjście z autobusu przystanek wcześniej to dobra opcja!),
* więcej aktywności fizycznej - wymówka 'za zimno! za ciemno!' już nie przejdzie,
* zdrowe posiłki - świeżutkie, dorodne warzywa i owoce czekają na was na targu za rogiem.
To kilka prostych, rzekłabym, że wręcz banalnych rad, o których (podobno) każdy pamięta. No właśnie pamięta, a się nie stosuje. Jak już wspomniałam - WIOSNA SPRZYJA ZDROWIU i warto o tym pomyśleć podczas planowania kolejnego dnia :)

Każdy z nas powinien czuć się pięknie podczas każdej pory roku, ale wiosna mobilizuje najbardziej.
Ja zaraz wychodzę na spacer, a Ty?

Pauline.

* tak naprawdę to już sama nie wiem, kiedy jest ten pierwszy dzień wiosny, 20 czy 21 marca? :) właśnie wyczytałam, że ponoć równonoc wiosenna jest dzisiaj i dlatego dzień wcześniej niż zwykle

środa, 19 marca 2014

Odpoczynek dobra rzecz.

Niedawno pisałam o tym, że lubię nadmiar obowiązków, bo tylko wtedy daję radę. Jednak wszystko ma granice. Ostatnie dwa tygodnie wyglądały mniej więcej tak: pobudka o 5, o 8 już w szkole, w domu około 16-17, nauka do 23, sen, pobudka o 5... W między czasie popijałam litry kawy dziennie (dosłownie), jadłam byle co w bardzo nieregularnych godzinach. W ostatnią sobotę trochę pospałam - do 11... Odespałam (ale straciłam cenne godziny). Niedziela - pobudka o 4:50 (ale nie, że tak sama z siebie... aż takim rannym ptaszkiem nie jestem) i 10h matematyki... Jednym słowem dramat.

Odpoczynek doceniłam dopiero dzisiaj. Kiedy dostałam ową szansę. Jutro wolny dzień (czyt. dzień latania między lekarzami), więc nie musiałam zapieprzać ze wszystkim. Znalazłam nawet czas na gapienie się w ścianę o czym w ostatnich dniach nawet nie miałam czasu pomyśleć...

Nadszedł kryzys, który zazwyczaj jest kwestią czasu. Na moje szczęście od razu wypadło mi wolne popołudnie. Nadrobiłam zaległości blogowe, a nawet przeczytałam kilka artykułów i wywiadów... Niczym święto! Nie czekajcie na owe święto - w miarę możliwości starajcie się znaleźć chwilę na oddech, nawet w najbardziej napiętym dniu. Gapienie się w ścianę/sufit/za okno (niepotrzebne skreślić) może mieć zbawienny wpływ, a później jakość waszej pracy wrośnie.

Doceńcie chwilę relaksu.

Pauline.

poniedziałek, 17 marca 2014

Nowe (blogowe) odkrycia.

Share Week 2014 - akcja Andrzeja z jestKultura.pl o której na pewno większość z Was słyszała. Nie brałam w niej udziału (nawet nie wiem dlaczego, bo uwielbiam takie inicjatywy), ale teraz chcę pójść nieco w inną stronę, równocześnie pozostając w temacie.

Czytałam sporo wpisów, będących częścią owej akcji i dzięki temu znalazłam kilka prawdziwych perełek! Naprawdę, spędziłam kilka wieczorów na czytanie wszystkich postów na tych blogach. Choroba temu sprzyjała... ;) Stwierdziłam, że nie będę żyła i podzielę się z Wami. Zacznijmy...

1. Malvina-Pe.pl Historia przeglądarki mówi mi, że już wcześniej tam trafiłam... Nie wiem dlaczego nie zostałam na dłużej... Genialny blog! Dobre, mocne teksty o relacjach damsko-męskich, które idealnie wpisują się w moje ostatnie rozważania na temat ludzkości. Cięty język, który bardzo mi odpowiada. Energia bijąca od autorki, którą da się wyczuć przez monitor :) Ten blog ma wszystko, czego w blogach szukam.

2. Poranna-kawa.pl Trochę podobny do tego powyżej, ale prowadzony przez mężczyznę. Cięty język, szczere teksty, dużo rozważań o kobietkach i mężczyznach. To co lubię. Ach, no i inteligencja, którą niezwykle sobie cenię, a nie zawsze da się to od razu wyczuć. Za to duży plus.

3. Kamson.pl Za to u Kamila najbardziej lubię atmosferę. Jest tak swojsko. Naprawdę, na tym blogu czuć ciepło i jest tak miło, przyjemnie, przyjacielsko. Po raz kolejny - energia oraz uśmiech :) Do tego ciekawe tematy. Fajny lifestylowy blog, na którym każdy znajdzie coś dla siebie.

Trzy blogi, które zapadły mi w pamięć podczas trwania akcji. Zakochałam się z miejsca, coś mnie od razu przyciągnęło i tak zostałam ich wierną fanką :) Zajrzyjcie koniecznie, naprawdę polecam.

źródło

sobota, 15 marca 2014

To mi się podoba! #6

Hej, hej! Przyszła pora na kolejną dawkę inspiracji! Bez zbędnego gadania (a raczej pisania) od razu przejdę do konkretów:

Zacznę z tzw. grubej rury. Właśnie przeczytałam świetny tekst o inteligencji emocjonalnej i praktycznej. Znacie te pojęcia? Zapewniam, że przyda Wam się to w życiu. Motywujące  i inspirujące. Do przeczytania tutaj.


Natomiast tutaj znajdziecie bardzo interesujący wywiad przeprowadzony przez portal Life+Times o kulturze hip-hopu. Trochę o genezie, historii. Trochę o hip-hopie w czasach dzisiejszych. Nie zabrakło też tematu lansowania mody przez młodych ludzi 'siedzących' w temacie, głównie czarnoskórych. Interesujące podejście do tematu. Inspiracją tego wywiadu był film dokumentalny na ten sam temat.

Jest tu jakiś łasuch, który planuje wybrać się do Azji?? Niech koniecznie przejrzy ten wpis - 10 najciekawszych azjatyckich deserów. Przy okazji polecam blog Pojechanej, duża dawka Chin (i nie tylko) w jednym miejscu.

Look at the bright side of life! :) Prosta mantra, która stała się punktem wyjściowym rozważań tego tekstu. O tym, jak dać sobie radę z krytyką i co może zdziałać pozytywne nastawienie. Nowe (założone w styczniu) miejsce w sieci, które spodobało mi się od razu.

Paris vs New York. Jak sama nazwa wskazuje - Paryż kontra Nowy Jork. Sprawdźcie, co charakteryzuje te dwa tak samo piękne, ale zupełnie różne od siebie miasta. Urocze grafiki autorstwa Vahrama Muratya, który dzieli życie pomiędzy tymi miastami.

American roads. Jak zawsze autorka bloga Utrwalanie mnie nie zawiodła i pokazała piękne, klimatyczne zdjęcia... dróg :) UWIELBIAM patrzeć na amerykańskie drogi, każde takie zdjęcie ma w sobie to 'coś'. American roads zdecydowanie kojarzą mi się z wolnością i marzeniami. Pewnie dlatego je uwielbiam.

Zastanawialiście się kiedyś, jak Marylin Monroe, małżeństwo Kennedy, książę William i Kate czy Barack Obama wyglądaliby w tatuażach? Od stóp do głów? Cheyenne Randall stworzył serię zdjęć, na których ikony światowej kultury właśnie tak wyglądają (znajdziecie je tutaj). Najbardziej mi się spodobali Ci, których wcześniej wymieniłam. William + Kate oraz Caroline + John. F. Kennedy skradli moje serce <3

Jeśli mowa o małżeństwie Kennedy - tutaj znajdziecie poruszające zdjęcia z pogrzebu JFK. Piękne i bardzo wzruszające fotografie z 1963 roku. Przy okazji warto polecić książkę Zamach na Kennedy'ego. Przerwane milczenie autorstwa Gerald'a Blaine'a i Lisy McCubbin. Blaine przez wiele lat służył w Tajnej Służbie, więc w książce znajdują się rzetelne informacje na temat zamachu, pary prezydenckiej i Tajnej Służby. Dobrze napisana, wzruszająca, momentami wstrząsająca książką, która jest dobrą lekcją historii. Lisa McCubbin napisała także książkę we współpracy z innym agentem Tajnej Służby (Clint Hill) - Pani Kennedy i ja. C. Hill to postać wyjątkowa - był najbliżej pary prezydenckiej podczas zamachu w Dallas 22 listopada 1963 r. Drugiej pozycji jeszcze nie czytałam, ale myślę, że znając warsztat Lisy McCubbin i postać Hill'a, któremu poświęcono bardzo dużo uwagi w Zamachu... mogę Wam polecić obydwie pozycje.

A na koniec historia pewnego sukcesu. Zastanawialiście się kiedyś, jakie były początki Coca-Coli? Sprawdźcie ten tekst, a dowiecie się wszystkiego. Całkiem fajna historia :)

Dużo tego wyszło... ;) Co spodobało Wam się najbardziej? Może sami macie dla mnie coś, co mogłoby mi się spodobać?

czwartek, 13 marca 2014

Co robi ze mą nadmiar obowiązków.

Chodzę jeszcze do liceum (ach ta klasa maturalna) i z wytęsknieniem czekałam na ferie i możliwość odpoczynku. Ale rozleniwiłam się tak bardzo, że w czasie owych ferii nie zrobiłam (prawie) nic. Jest mi wręcz przykro z tego powodu, bo plany miałam duże. Nie umiem funkcjonować, kiedy mam za dużo czasu. Potrzebne mi są obowiązki i różne zajęcia, bo tylko wtedy jestem w stanie się zorganizować.

Mając dużo wolnego czasu cały czas w głowie siedzi mi myśl 'przecież mogę to zrobić za 2 godziny...'. I tak z tych 2 godzin powstaje kilka dni, które zazwyczaj spędzam na nicnierobieniu. Lubię mieć chwile wolnego, ale tylko chwilę. Inaczej nie umiem żyć. 14 dni wolnego to zdecydowanie za dużo, bo czuję jak wartościowy czas leci mi przez palce. Nie lubię tego uczucia. Bardzo nie lubię.

Kiedy goni mnie deadline mam świadomość, że muszę wykonać dane zadanie. Wtedy siedzę, łapiąc się różnych inspiracji i MYŚLĘ. Intensywnie myślę nad tą rzeczą, wiedząc, że MUSZĘ to zrobić. W pewnym sensie zmuszam się do myślenia. Patrzę na to pod każdym możliwym kątem - aż w końcu pomysły i wnioski same się nasuwają. Przydają się zwykłe kartki papieru, na których tworzę mapę myśli/burzę mózgów (a raczej własnych myśli). Wokół siebie, w kalendarzu, portfelu, notesach mam miliony kartek z notatkami, których NIGDY nie wyrzucam przed skończeniem pracy. Zawsze coś z tego wychodzi, nie ma innego wyjścia. I nawet jest całkiem dobrej jakości :)

Ten tydzień to same deadline'y. Terminy mnie gonią i mimo, że jedyne, co robię od poniedziałku to siedzę na tyłku i nadrabiam zaległości + zajmuję się bieżącymi sprawami (czyt. nie mam nawet czasu zrobić obiadu), to brakowało mi takich dni :) Lubię coś robić, tylko wtedy mogę funkcjonować.

U Was też termin goni termin i brak czasu na myślenie o niebieskich migdałach? Lubicie to? Miłego popołudnia życzę i wracam do pracy :)

Pauline.

poniedziałek, 10 marca 2014

Nie czekaj z życiem.

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie bloger - Paweł Bielecki swoim tekstem Jesteś młody tylko raz i Kasia Markiewicz - uczestniczka programu The Voice of Poland (nomen omen mojego ukochanego). Również pierwsze zapiski - Magia chwili były na ten temat, ale wtedy poruszyłam temat pobieżnie, w końcu taka idea zapisków. Wydaję mi się, że moje wypociny, a nawet świetny tekst Pawła nie mogą się równać z wyjątkową historią Kasi, ale mimo wszystko, chcę to jakoś ze sobą połączyć.

Zastanawialiście kiedyś nad tym, że to co teraz robicie może być ostatnią rzeczą, jaką zrobicie w swoim życiu? Albo nad tym, że możecie nie mieć okazji powiedzieć niektórych słów drugiemu człowiekowi? Mnie to przeraża, niesamowicie przeraża. Dlatego pustka i bezradność, które temu towarzyszą w pewien sposób mnie motywują i napędzają do działania. Jednak nie żyję na 100%, a chciałabym żyć na 200%. Moje plany i marzenia są na te 200% i muszę coś z tym fantem zrobić, bo kiedyś może zabraknąć mi życia. Brutalne, ale prawdziwe.

Patrząc na Kasię myślałam, że przezwyciężyła chorobę. Miała w sobie coś szczególnego. To co usłyszałam pod koniec jej występu... Wstrząsnęło mną. Stanęłam przed kobietą, która jest świadoma swojej śmierci, która nadejdzie niestety wcześniej, niż później. Tego nawet nie da się ubrać w słowa... Poczułam się strasznie i zrozumiałam, że moje problemy nie są na tyle ważne, żebym musiała się nimi aż tak martwić. Czuję wielki respekt przed nią i byłoby pięknie, gdybym już teraz umiała żyć tak jak ona.

Każdy powinien mieć w sobie taką pokorę i siłę. Pokłady energii! Wszystko po to, żeby żyć na te co najmniej 100%, a nawet więcej. Życie to piękny dar, który trzeba wykorzystać. Każdy z nas ma jedno, swoje własne życie, które sam musi przeżyć najlepiej, jak to tylko możliwe. Jest mi przykro, że ludzie tego nie robią. Jest mi przykro, że ja również nie zawsze to robię. 

Szczęście to pojęcie względne, ale życzę sobie i każdemu człowiekowi z osobna, żebyśmy to szczęście w sobie i w życiu odnaleźli. Wtedy będzie pięknie i na te 100 czy 200%.

Ruszcie się, nie czekajcie z życiem. Nigdy nie wiecie, co czeka za rogiem.

Pauline.

sobota, 8 marca 2014

Wariacje z awokado.

Awokado to specyficzne zielone warzywo (albo owoc - tyle informacji, że już sama się pogubiłam), które uwielbiam. Jednak wiem, że nie wszyscy pałają  do niego taką sympatią, jak ja. Mimo wszystko przygotowałam dla Was dwa banalne przepisy na śniadanie/podwieczorek/przekąskę/kolację.

CO DOBREGO JEST W AWOKADO?
1. Zawiera kwasy tłuszczowe omega-3 i naturalną witaminą E - to połączenie zapobiega rozwojowi choroby Alzheimer’a.
2. Jest bogate w jednonienasycone tłuszcze, które pomagają utrzymać serce w dobrej kondycji.
3. Zawiera karotenoid – luteinę, która chroni oczy przed uszkodzeniami prowadzącymi do słabego wzorku albo nawet zaćmy.
4. Zawiera potas i kwasy: omega-3 oraz kwas oleinowym - to połączenie jest korzystne w obniżaniu ciśnienia krwi.
5. Zawartość rozpuszczalnego błonnika pomaga w utrzymaniu odpowiedniego poziomu cukru we krwi (informacja głównie dla cukrzyków).
6.  Zawiera składniki odżywcze i enzymy, które zmniejszają stany zapalne w żołądku i regulują trawienie.

Sami widzicie- nic tylko jeść! :) Wynotowałam tylko kilka zalet, jednak zajrzyjcie na stronę, z której sama korzystałam i poczytajcie więcej.

Było już o korzyściach, to teraz czas na tytułowe wariacje.
 POTRZEBNE SKŁADNIKI:
- jedno awokado,
- ser twarogowy chudy (200g),
- serek kanapkowy (łyżka),
- ser feta kanapkowy,
- sól, pieprz (opcjonalnie),


WARIACJA NUMER 1, czyli twarożek z awokado.
Awokado myjemy, obieramy. Następnie kroimy na kawałeczki, po czym siekamy (metoda tak naprawdę jest dowolna, po prostu musi być posiekane - nie za drobno!). Twarożek 'miażdżymy' widelcem/łyżką i dodajemy do niego serek kanapkowy. Łączymy awokado (2/3) z twarożkiem, doprawiamy. Dodałam tylko odrobinę pieprzu, bo połączenie awokado+twarożek+serek kanapkowy jest już wystarczająco słone. Gotowe!

WARIACJA NUMER 2, czyli feta z awokado.
Początkowo planowałam jedną wariacje, ale zostało mi trochę awokado (1/3), więc postanowiłam, że jakoś muszę to wykorzystać. Znalazłam w lodówce ser feta kanapkowy (Łowicz), pokroiłam na plasterki i położyłam na pełnoziarnistym chlebie. Na serze wylądowało posiekane awokado. Można jeść.


Tak jak pisałam na początku - przepisy (a raczej inspiracje) są BANALNE. Twarożek można wyjadać łyżką z miseczki albo podać na chlebie, tak jak widzicie na zdjęciu powyżej. Nie polecam smarować chleba masłem, ponieważ awokado jest wystarczająco bogate w tłuszcze (podobno bardzo dojrzałe awokado jest na tyle miękkie, że z powodzeniem może zastępować masło). Myślę, że miłośnikom awokado owe kanapki bardzo by smakowały. Polecam spróbować samemu, w końcu to dawka zdrowia dla organizmu! Zajrzyjcie też do poprzedniego jedzeniowego wpisu, w którym pisałam o owsiance. A ja już szykuję kolejny przepis, będzie pysznie! :)

czwartek, 6 marca 2014

"...kocham to miasto, zmęczone jak ja..."

Często rano przed szkołą robię sobie spacer. Tak, żeby naładować się przed nadchodzącym dniem. Uwielbiam poranki, bo zwiastują coś nowego. Świat budzi się do życia, podobnie jak mój mózg (czyste powietrze robi swoje). Chłonę atmosferę mojego miasta*, ciesząc się chwilą. Mam jedną trasę i zawsze wybieram właśnie tę. Mimo, że Warszawa takich tras ma mnóstwo.

No właśnie, Warszawa. Kochana przez mieszkańców, znienawidzona przez resztę Polski. Ale (ponoć zdania od 'ale' się nie zaczyna... Ale czasem łamię schematy ;) ma wiele do zaoferowania. Trzeba to poczuć i docenić. Przyjezdnym niełatwo, Warszawiacy są już zaprawieni w boju.

Atmosfera Warszawy jest dla mnie wyjątkowa. Wszechobecny zgiełk, który uwielbiam obserwować w każdym momencie dnia. I chwila relaksu, którą kontempluję w licznych parkach. Wtedy też obserwuję ludzi, to chyba jest mój fetysz ;) Muzea, zabytki, kina czy teatry. Restauracje, knajpki, puby czy kluby. Owszem, można to znaleźć w każdym większym mieście, ale te warszawskie są dla mnie szczególne.

 Maciej Margas WARSAW 24H timelapse

Mam multum warszawskich wspomnień.
Pierwsze (i jedyne) spotkanie ze Strażą Miejską w zaciszu warszawskiej starówki (tak tak, nasza starówka ma takie miejsca), było śmiesznie, nawet za bardzo.
Pierwsze piwo na legalu w zadymionej sali jednego z pubów na Powiślu.
Mecz Polska - Czechy w Strefie Kibica (tak naprawdę to pod strefą - zabrakło dla nas miejsca) i powrót do domu, śpiewając z obcymi ludźmi liczne przyśpiewki.
PKiN, w którym łatwo się zgubić (nawet na jednym piętrze, gdzie TAK TRUDNO znaleźć schody).
Premiera w teatrze mojej przyjaciółki (<3), spacer przez centrum, bankiecik, afterek, najdziwniejszy powrót do domu.
Smak piwa i palącego słońca w czerwcowy wieczór nad Wisłą.
Starsza para, którą widuję idąc do szkoły. Zawsze o tej samej porze, zawsze pod rękę.
Panorama miasta, skąpana w słońcu albo za mgłą. Mijam ją codziennie, przejeżdżając jednym z mostów.

Kocham to miasto, bo mam mnóstwo wspomnień z nim związanych. Wspomnień, które są tylko moje. Które kojarzą mi się z Warszawą i z żadnym innym miejscem.
Ludzie, miejsca, chwile. Taka jest moja Warszawa, którą zawsze będę wspominać i kochać.

Miałam pisać o możliwościach i konkretnych miejscach... A zrobiło się nieco sentymentalnie. Ach, ta wena. Ach, to blogowanie. Będąc w temacie Warszawy nie mogę nie wspomnieć o tym filmie. Warsaw Halla - klimatyczny i energetyczny (krótki) film pokazujący Warszawę, która jest tłem dla rolkarzy. Chciałam go pięknie podlinkować, żeby nikt nie przeoczył, ale nie dało rady :( KONIECZNIE obejrzyjcie.

A gdzie Wy mieszkacie? Macie wspomnienia, które rozumiecie tylko Wy?

* Tak naprawdę to mieszkam pod Warszawą, w bezpośrednim sąsiedztwie. Ale (znowu to samo... ;) moje życie w większości toczy się w stolicy. Mam swoje miasteczko i swoje miasto. Zawsze mówili, że od przybytku głowa nie boli... ;) Co nie zawsze jest prawdą, jednak to już inna historia.

Bezradność jest najgorsza.

Tak, uważam, że w życiu najgorsza jest właśnie bezradność. Głupia kurwa, która sprawia, że człowiek staje się nagle malutki wobec wszystkiego.

Człowiek może być zadowolony z życia, może góry przenosić, być silny i niby nic nie jest w stanie go złamać.
Jednak życie jest zaskakujące i w każdym momencie może pojawić się coś niespodziewanego.

Jest teraz taki okres w moim życiu, kiedy nie wiem co i jak zrobić.
Jestem bezradna i muszę jakoś dać radę.

Niecenzuralne słowo, wybaczcie.

wtorek, 4 marca 2014

Być dobrym człowiekiem.

Moja polonistka (zapewne nie tylko ona) mawia, że w życiu chodzi o to, żeby kochać i być kochanym. Moim zdaniem chodzi też o to, żeby dawać. Można dać komuś pieniądze, ofiarować siebie albo po prostu się uśmiechnąć. Można pomóc na wiele sposobów. Na świecie jest tyle organizacji, które potrzebują wolontariuszy. Jeszcze więcej bezbronnych i bezradnych, często zostawionych na pastwę losu potrzebujących.

Dominika Kulczyk pochodzi z jednej z najbogatszych rodzin w Polsce, możliwe że z najbogatszej. Zapewne od zawsze była otoczona pieniędzmi i luksusami. Mając taki majątek (zainteresowanych odsyłam do google ;) do końca życia mogłaby leżeć i pachnieć. Ale to nie w jej stylu, nie byłaby wtedy sobą. Piszę o niej, ponieważ niedawno bliżej zapoznałam się z jej osobą (choć nie osobiście, niestety) i jestem pod wrażeniem! Wykształcona, aktywna zawodowo. Działa  w różnych organizacjach oraz we własnej fundacji Kulczyk Foundation. Jeździ po świecie z różnymi projektami, spełnia się pomagając innym. Stacja TVN w wiosennej ramówce oferuje nowy program - Efekt domina, którego Dominika jest prowadzącą. Jeździ po świecie z różnymi organizacjami i pomaga potrzebującym, poznaje innych wolontariuszy i ich historie pokazuje w programie. Napisałam, że żyje w luksusie od dawna i mogłaby już nic nie robić, a jednak ma w sobie tyle ciepła i empatii czym wręcz emanuje!! Mówi mądrze, cudownie się jej słucha. Ma w sobie taką energię, którą każdy powinien mieć.

Podałam przykład Dominiki Kulczyk, aby uświadomić, że dewiza pomagać, a nie mieć powinna przyświecać każdemu. Nieważny powinien być status majątkowy czy inne przeszkody, które z pewnością da się pokonać (bo kto jak nie ja!?). Na pewno w Waszej okolicy jest organizacja, która potrzebuje rąk do pracy albo jakiejkolwiek pomocy. Dlaczego się do niej nie zgłosić? Czas zawsze da się jakoś zorganizować. A jeśli interesuje Was 'światowa' pomoc to możecie wejść na stronę All Hands - organizacji, będącej jednym z bohaterów pierwszego odcinka Efektu domina. Emisja programu w każdą niedzielę o 11:00. Takich organizacji czy fundacji jest mnóstwo, wystarczą chęci i od razu coś się znajdzie.

Pomagając innym, pomagasz sobie. Brzmi to nieco egoistycznie, ale jest to czysta korzyść płynąca z dobroci. Za każdym razem, jak rozmawiam z kimś kto działa na korzyść innych słyszę, że może wtedy góry przenosić. Pomaganie uskrzydla i polecam to każdemu :)

niedziela, 2 marca 2014

Blogi są fajne.

Tytuł dzisiejszego wpisu widniał w roboczych tekstach od kilku, może kilkunastu dni. Jednak dopiero ostatnie blogowe wydarzenia (m.in. Blog Roku 2013, Share Week Andrzeja z jestKultura.pl) skłoniły mnie do pewnych przemyśleń. Dlaczego blogi są tak popularne? Co sprawia, że uwielbiam je czytać (zdarza mi się spędzać na tym godziny...)? Dlaczego sama się w to tak bardzo wkręciłam? Postaram się odpowiedzieć na każde z tych pytań.

Myślę, że popularność blogów bierze się z ich różnorodności. W sieci blogów jest MNÓSTWO, na KAŻDY temat. Chcesz wiedzieć, jak zrobić kulki musujące do kąpieli? Szukaj po blogach. A może jedziesz do Barcelony i szukasz fajnych knajpek? Sprawdź blogi podróżnicze, ewentualnie lifestyle. Szykuje Ci się mały remoncik? Hej, blogi są pełne inspiracji! A może chcesz odświeżyć swoją szafę? Proszę bardzo, zaraz mogę Ci podrzucić kilka linków. Jaki z tego wniosek? Blogosfera jest pełna inspiracji w każdej możliwej dziedzinie życia. I właśnie to przyciąga tłumy, które jak już raz zajrzą, to zazwyczaj zostają.

Poszerzanie horyzontów. Ile to ja się o świecie dowiedziałam odkąd czytam blogi... Mówi się, że lifestylowe są o wszystkim i o niczym. Błąd. To kopalnia wiedzy, bardzo często o przeróżnych zakątkach świata, jak i o szeroko pojętej kulturze. W tym przypadku po raz kolejny pojawia się różnorodność. Blog monotematyczny? Pozwala zgłębić daną dziedzinę, i to naprawdę od podszewki. Zazwyczaj takie blogi prowadzą totalne freaki, którzy w pełni poświęcają się temu, co robią. Blogi są pełne wartościowych informacji, czy opinii.

O korzyściach idących z czytania blogów już było, to teraz może o korzyściach z pisania. Jest ich wiele. Przede wszystkim uczymy się przekazywania informacji, prezentowania własnego zdania. Pracujemy nad pewnością siebie, ale też ogólnie nad sobą. W końcu jak obiecujemy coś przed publiką, to głupio się z tego nie wywiązać (ja ową wpadkę zdążyłam zaliczyć). Zgłębiamy świat (patrz poszerzanie horyzontów) - w końcu pisząc o tym dlaczego Kopenhaga jest taka fajna, musiałam zrobić mały research i przy okazji mogłam dowiedzieć się kilku(nastu) innych rzeczy. Jeśli ktoś bawi się w fotografa, to zapewniam, że pisanie bloga jest do tego idealne! W końcu każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony i stara się poprawić jakość swoich małych dzieł. Ogólny proces tworzenia bloga jest bardzo rozwijający i to podoba mi się najbardziej.

Dlaczego zaczęłam blogować? Właśnie z tych powodów, które wyżej wymieniłam. Pisanie zawsze sprawiało mi frajdę, odkąd piszę na CALLMEPAULINE sprawia jeszcze większą! Lubię się czasem (albo często ;) mądrzyć, a w końcu tutaj mogę to robić do woli! Mam wrażenie, że lepiej idzie mi przekazywanie myśli. Chociaż i od tego są wyjątki - właśnie po to powstały ZAPISKI (często chaotyczne, pisane na szybko wpisy, kiedy po prostu mam pilną potrzebę wypowiedzenia się na nurtujący mnie temat), które idealnie wpisują się w charakter mojego miejsca w sieci. Wydaję mi się, że CALLMEPAULINE to szczere i autentyczne miejsce, w którym autorka (czyli moja skromna osoba) przekazuje swoje myśli i uczucia. Niby każdy blog powinien taki być, ale nie zawsze się to czuję. Mam nadzieję, że u mnie to znajdujecie!

No dobra, koniec tych peanów na cześć blogosfery. Jakaś wada? W polskim środowisku trochę przeszkadza mi nieco zamknięty światek tych najbardziej popularnych. Niekiedy odczuwa się pewną granicę. Ale taki urok tego wszystkiego... ;) Ach, jeszcze jedno. Blogosfera kradnie mi czas. Czy żałuję, że poświęcam na to tyle godzin? Nie, chyba nie. Blogosfera jest rozwijająca, a na rozwój trzeba poświęcić trochę czasu :)

Co myślicie o polskiej (i zagranicznej) blogosferze? Wasze odczucia są podobne do moich, czy może czymś mnie zaskoczycie? Piszcie, co myślicie!