środa, 1 stycznia 2014

The Great Gatsby. Moje odczucia.

The Great Gatsby. Zapewne już widzieliście, jeśli nie, to natychmiast włączcie. Dlaczego? O tym za chwilę. Zapewne sporo blogerów napisało coś o tej historii, ale i ja swoje trzy grosze muszę wtrącić.

Książkę przeczytałam kilka miesięcy temu. Pamiętam, że byłam tym naprawdę podekscytowana, ale niestety się zawiodłam. Po prostu tego nie poczułam. Ale dzisiaj będzie o filmie (o książce może za jakiś czas, jak ją sobie odtworzę).

Ekranizacja powieści Fitzgerald'a w reżyserii Baz'a Luhrmann'a (Pan od Romeo i Julii oraz Moulin Rouge!) jest GENIALNA. Kilka miesięcy temu, będąc w kinie na filmie o Baczyńskim (średni) zobaczyłam zwiastun po raz pierwszy i zakochałam się w tym klimacie, kostiumach, muzyce, aktorach etc. Do kina było mi nie po drodze (żałuję, jak diabli), ale nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z obejrzeniem tego cuda.

Dlaczego tak się zachwycam? Ponieważ ta ekranizacja jest po prostu magiczna. Ekspertem nie jestem, ale jak dla mnie genialne zdjęcia, idealna muzyka - dzisiejsze hity zaaranżowane w sposób doskonale oddający New York City lat 20. I ta obsada... Mój ukochany DiCaprio, który sprawdza się w każdej roli i nie przychodzi mi nikt inny do głowy, kto mógłby wcielić się w rolę tytułową. Tobey Maguire, który jest takim Fitzgeralde'm i prowadzi widza przez tę opowieść. Cudowna Carey Mulligan, która podobnie jak Leo zachwyca mnie zawsze i teraz nie było inaczej. Kokieteryjna, urocza, delikatna, zagubiona, trochę infantylna Daisy to postać idealna dla Mulligan. Spodobała mi się także Elizabeth Dębicki (polski akcent!), która wcieliła się w rolę Jordan Baker. Nie znałam jej wcześniej i z tego, co można wyczytać na filmwebie ma małe doświadczenie. Jak dla mnie postać Jordan jest całkowitym przeciwieństwem Daisy, 'chłodna' kobieta, będąca zawsze w centrum wydarzeń, ale widz nawet nie poznaje jej opinii. Taki (piękny) dodatek do głównych postaci.

Historia opowiedziana w najlepszy z możliwych sposobów. Hipnotyzująca, wyjątkowa, magiczna, poruszająca, dramatyczna, ale zachwycająca. Nie wiem czy znajdę jakiś minus tego filmu. Nawet nie chcę go szukać! Wolę pozostać w tym wyjątkowym klimacie... Swoją drogą chciałabym kiedyś wziąć udział w imprezie w takim stylu, zobaczymy co czas pokaże!

Zaznaczam, iż jest to MOJA opinia i nikt nie musi się z nią zgadzać. Zachęcam do podzielenia się swoimi odczuciami w komentarzach :) Zostawiam Was z Laną Del Rey i jej pięknym utworem, który znajduje się na ścieżce do Gatsby'ego. Enjoy!

 
A tak na koniec: mamy Nowy Rok, mam nadzieję, że wczorajsza noc była taka, jak to sobie wymarzyliście :) W tym uroczystym dniu życzę Wam wszystkiego, co najlepsze. Bo każdy na to zasługuje! Bądźcie szczęśliwi, zajmujcie się tym, co kochacie i spełniajcie marzenia! Wtedy 2014 na pewno będzie udany.

2 komentarze:

  1. Wszystkie produkcje Baza (reżysera) są utrzymane w tym klimacie - polecam sięgnąć do Moulin Rouge, kilka lat temu zachwycałam się nim tak samo, jak teraz zachwycałam się Gatsbym. Jest to dosyć specyficzna twórczość, nie każdy ją czuje (ja czuję ;)). Ten film jednak z czysto osobistych powodów wywiera na mnie szczególnie wrażenie i już myśląc o nim jest mi bardzo ciężko na sercu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moulin Rouge (chyba) nie widziałam, ale skoro poruszył Cię tak samo jak Gatsby to muszę po niego sięgnąć! Tym bardziej, że w tym roku zamierzam oglądać duuużo więcej filmów. Mam nadzieję, że na sercu już trochę lżej ;)

      Usuń