piątek, 31 stycznia 2014

Kolejny ulubiony serial. One Tree Hill.

Pisałam jakiś czas temu o dwóch serialach, które skradły mi serce. Wspomniałam wtedy, że jest jeszcze jedna produkcja, którą uwielbiam. One Tree Hill. W Polsce znana jako Pogoda na miłość. Oglądałam, kiedy byłam młodsza - TVN, około godziny 14, to były czasy... Nieco ponad roku temu postanowiłam obejrzeć całość jeszcze raz - wszystkie 9 sezonów :)

O co w tym chodzi? Jest amerykańskie liceum, są i cheerleaderki, które wspierają lokalną drużynę koszykówki. Są też przyrodni bracia, który za sobą nie przepadają, jest i ojciec - zaborczy wobec Nathana, niezainteresowany Lucasem. Historia na pozór banalna, ale pokazana w bardzo fajny sposób. Serialowa młodzież dorasta, widz razem z nimi przechodzi przez ten etap, młode osoby na pewno mogą się utożsamiać z niektórymi osobami, bo jest to  życiowy serial pokazujący bolączki młodych osób. Owszem, są bogacze, ale ich również dotykają problemy, tak jak każdego z nas.

Serial wciąga, mnie porwał kompletnie. Pojawiają się coraz to nowe wątki, nowi bohaterowie, fajny humor, genialna ścieżka dźwiękowa. Po każdym odcinku wzbogacałam playlistę o kilka kawałków! Cały czas do nich wracam. Do tego dobra obsada - polubiłam ich od razu :) Sophia Bush i Hilarie Burton są moimi ulubienicami do dziś :)

Lubię produkcje, które pokazują przyjaźń. One Tree Hill jest takim serialem. Mam wrażenie, że fundamentem fabuły jest właśnie przyjaźń, czyli coś pięknego, niepowtarzalnego i niezbędnego. Bohaterowie mają wzloty i upadki, ale uczą się na błędach. Są piękne momenty, przy których można się popłakać (mówię z własnego doświadczenia). Różnorakie wartości przedstawione w piękny sposób, to coś czego szukam w każdym serialu. OTH mi to dało i pewnie dlatego cały czas jestem zakochana w tej historii :)

Serial znajdziecie na każdym filmowym/serialowym portalu. Polecam wszystkim, może odnajdziecie w tej historii cząstkę siebie! Jeśli nie, to zapewniam, że część tej opowieści pozostanie w was ;)

czwartek, 30 stycznia 2014

środa, 22 stycznia 2014

To mi się podoba! #4

Dłuższy czas wpis z tego cyklu się nie pojawiał, bo jakoś nie mogłam się za niego zabrać... ;) Ale już dzisiaj mam dla Was kolejne linki, które ostatnio urzekły me serce.

Zacznę z 'grubej rury' - polecam świetny artykuł pt. 30 Things to Stop Doing to Yourself. Jak nazwa wskazuje - dowiecie się, co powinniście przestać robić, aby osiągnąć szczęście :) Zapewne gdzieś już się spotkaliście z większością (wszystkimi?) punktów, ale teraz macie je wszystkie w jednym miejscu. Naprawdę polecam, można sobie wiele uświadomić, wydrukować w widocznym miejscu i pamiętać, jak żyć!

Uważam, że dobrymi rzeczami należy się dzielić, a do tego należy również dobra muzyka :) Przesłuchajcie mojego nowego ulubionego kawałka, kocham refren <3



NYC Subways in the 70's and 80' GENIALNE, naprawdę genialne zdjęcia nowojorskiego metra z lat 70.i 80. Zdaję mi się, że powinniście już kojarzyć, że mam słabość do NYC oraz do zdjęć vintage, więc ta pozycja w zestawieniu nie powinna nikogo dziwić :) Polecam zajrzeć!

O tym, że jestem zakochana w Danii i we wszystkim, co duńskie też pewnie wiecie :) I dzisiaj chcę, a nawet muszę polecić bloga Good because Danish. Wszystko o dobrej duńskiej muzyce. Jakiś czas temu muzyka z tego zakątka świata mnie urzekła. Bardzo chillowe rytmy, czyli coś, co lubię najbardziej. Nowości, klasyka, koncerty, audycja w radio, pasja - musicie zajrzeć!

Joanna ze Style Digger to jedna z pierwszych blogerek, które polubiłam tak bardzo, że czytam do dziś. Podobnie jak większość blogerów Asia ma u siebie zestawienie najciekawszych linków tygodnia - Hatifnaty. Ostatni wpis bardzo mi się spodobał, więc muszę się nim podzielić! Zaglądajcie tutaj. Zamarznięte bańki mydlane najlepsze! Magia.

A na koniec zabawny i uroczy obrazek o brytyjskiej mentalności:

powiększ, aby zobaczyć dokładniej :)





wtorek, 21 stycznia 2014

Lubię.

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie nie kto inny, jak Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Znany wszystkim powinien być znany wszystkim, każdy go w szkole 'przerabiał'. Ale ja nie o kobiecie. Dzisiaj będzie o tym, co lubię.
Wpis z serii ekshibicjonizm kontrolowany :)

Lubię...
- lubię mieć powody do śmiechu,
- lubię czuć się spełniona,
- lubię kiedy moje życzenia się spełniają,
- lubię żyć pełnią życia,
- lubię nieprzespane noce,
- lubię mieć chwilę tylko dla siebie,
- lubię dobrze zjeść,
- lubię oglądać sport,
- lubię dotyk,
- lubię czytać,
- lubię wysiłek fizyczny,
- lubię gorącą kąpiel,
- lubię męskie zapachy,
- lubię patrzeć na pięknych ludzi,
- lubię rozmawiać,
- lubię spacerować,
- lubię 'swoją' muzykę,
- lubię nowe doznania,
- lubię czytać o świecie,
- lubię 'swoje' seriale,
- lubię podróże,
- lubię się inspirować.
Jeśli moje życie będzie pełne takich 'lubię', to wiem, że wtedy będę szczęśliwa! :) Są to moje odczucia i nie każdy musi je rozumieć, wiążą się z różnymi momentami z mojego życia albo sa prostymi czynnościami. To są dzisiejsze 'lubię' - jutro mogą być zupełnie inne, to zależy od nastroju danego dnia. Ciekawe, co bym spisała za miesiąc..

A Wy co lubicie? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Polecam poświęcić kilka minut i spontanicznie spisać własne 'lubię'. Zawsze w gorszym momencie będzie można na to spojrzeć i zrobić jedną z tych rzeczy, nawet jeśli byłaby to najbardziej błaha rzecz z listy :)

sobota, 18 stycznia 2014

Kopenhaga. Dlaczego warto. cz. 1.

Kopenhaga. Stolica maleńkiej Danii o ludności nieco ponad 500 tys. mieszkańców. Jak mogliście się dowiedzieć z kilku wpisów - jestem zakochana w całym królestwie, a stolicę uznaję za prawdziwą perełkę wśród europejskich miast. Zamierzam Was przekonać do mojego zdania :) Pojawią się dwa wpisy na temat dlaczego warto odwiedzić Kopenhagę. Podzieliłam je na kategorie: dzisiejszy będzie o najpopularniejszych miejscach w mieście (uprzedzam - to będzie długi post :), a w drugim skupię się na cudownej atmosferze stolicy, co oczywiście poprę przykładami.

1. Mały spacer zaczniemy od dworca kolejowego. Uwielbiam dworce (tak, dziwne, wiem), ponieważ mają pewien klimat. A najbardziej lubię stare, gdzie czuć atmosferę sprzed lat i można przenieść się w inny świat. Pamiętam, jak kiedyś byłam na 'dworcu' w małym miasteczku pod Poznaniem... To dopiero był inny świat... Dworzec ten wyglądał, jak rudera - dosłownie. Wchodząc tam miałam milion myśli na minutę i nie wiedziałam, czego się spodziewać! Kopenhaski Dworzec Kolejowy (Københavns Hovedbanegård) jest zupełnie inny. Przypominał mi dworzec z Harry'ego Pottera! Ceglany budynek, prezentujący się naprawdę dobrze jest największym dworcem w Danii, na którym nie sposób się zgubić - plan możecie zobaczyć tutaj. Najbardziej podoba mi się zegar, który znajduje się w centralnym miejscu na dworcu. Myślę, że większość osób, które odwiedzają Kopenhagę prędzej czy później na tym dworcu się znajdą, chociażby dojeżdżając z/na lotnisko Kastrup. Uważajcie, żeby się za długo nie zasiedzieć np. w sklepie... Kupowanie wody i czekolady (było warto!) tak mnie zaabsorbowało, że omal nie spóźniłam się na powrotny pociąg na lotnisko...

2. Następnym punktem na trasie jest Tivoli. A w zasadzie to Tivoli Gardens. Piękne 'wesołe miasteczko'. Jest drugim najstarszym parkiem rozrywki na świecie! Nie sposób go ominąć, bo znajduje się tuż obok dworca. Poza tym wyjątkowa brama wejściowa przyciąga wzrok. Poza typowymi atrakcjami, jakie znajdują się w większości miejscach tego typu, Tivoli oferuje dużo więcej. Są liczne kawiarenki, restauracje. Cały teren to swego rodzaju  park, wycieczka po nim to czysta przyjemność. Tivoli w swoim kompleksie posiada 3 sceny, na których codziennie występują muzycy - można posłuchać przeróżnej muzyki. Kawiarnie, sklepy, hotel, jeziorka, fontanny etc. - to wszystko można znaleźć w słynnych ogrodach. Po godziny otwarcia, ceny i inne przydatne informacje zapraszam tutaj - na oficjalną stronę. Musicie przyznać, że nawet strona internetowa zachęca do odwiedzin!! Polecam zakładkę 'the gardens', gdzie można zobaczyć, jak prezentują się wszystkie atrakcje.

3. Nyhvan, czyli port. Mam wrażenie, że to najczęstszy 'widoczek', jaki można znaleźć na kopenhaskich pocztówkach. Nawet się temu nie dziwię. Renowacja kamienic spowodowała, że jest to miejsce, które MUSI zobaczyć każdy. Nyhvan to tak naprawdę zwykła ulica. Z jednym niezwykłym miejscem, którego budowa datowana jest na 1681! W tym miejscu mieszkał np. H. C. Andersen :) Urocze kolorowe 'domki', mnóstwo restauracji, w których można zjeść i napić się dobrego duńskiego piwa. To wszystko tworzy wyjątkową atmosferę, której nie sposób się oprzeć! Kolejny raz odsyłam do strony internetowej - tutaj. Zaczęłam się zastanawiać, czy każda duńska strona wygląda tak ładnie...

4. Strøget. 1.1 kilometrowy deptak z wieloma sklepami, knajpami, galeriami i innymi miejscami, do których bardzo chce się wejść. Jako ciekawostkę podam, że jest to jeden z najdłuższych deptaków w Europie. O ile nie najdłuższy. Przeróżne sklepy - H&M, Zara, Prada na jednej ulicy. Co kto lubi, a raczej na co, kto może sobie pozwolić ;) Knajpki żadnej nie odwiedziłam - zadowoliłam się przepysznymi cynamonowymi naleśnikami z bananami z niepozornej ulicznej 'budki' (a w zasadzie był to taki 'wózek'). Te naleśniki polecam każdemu, naprawdę MUSICIE ich spróbować. Robi je miły mężczyzna, mający na oko ponad 30 lat, z którym można porozmawiać. Był w Polsce i uważa Warszawę za fajne miejsce ;) Na tym pięknym deptaku (wierzcie mi, spacer tą ulicą jest prawdziwą przyjemnością) znajduje się nawet kościół - Church of Our Lady, w którym pobrał się książę Frederik (następca tronu) i księżniczka Mary. Nawiasem mówiąc... to urocza para :)

5. Skoro już o monarchii mowa, to nie można wyjechać z Kopenhagi bez zobaczenia Amelienborg Palace, czyli królewskiej rezydencji. Pałac w stylu rokoko, powstał w 1700 roku. Kiedy wisi flaga, to oznacza, że królowa Małgorzata II jest w 'domu' :) Rezydencja składa się z czterech identycznych pałaców, z czego dwa są otwarte dla zwiedzających. O godzinie 12:00 następuję zmiana warty, kiedy królowa jest obecna, gwardzistom towarzyszy orkiestra. Widziałam zmianę bez muzyki, wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiła, ale myślę, że i tak warto zobaczyć. Ach, jeszcze jedno - nie podchodźcie za blisko z nadzieją, że uda wam się dotknąć 'domu królowej'... Gwardziści głośno zwrócą wam uwagę... Ja się przestraszyłam tym 'wrzaskiem'!


Kopenhaga oferuje dużo, dużo więcej. Muzeum Calsberga, Cytadela, Christiania, zamek Rosenborg, Syrenka, Ratusz, liczne parki , muzea i dużo więcej. Polecam zajrzeć tutaj. Visit Copenhagen to GENIALNA strona zdecydowanie must read przed wycieczką do duńskiej stolicy. Mnóstwo informacji - od dojazdu, przez atrakcje, kończąc na hotelach.

Mam nadzieję, że wpis się podobał i zachęciłam kogoś do odwiedzenia Kopenhagi, bo naprawdę warto. Celowo nie dodałam zdjęć, ponieważ chcę wam polecić instagramowy profil Visit Copenhagen oraz profil na pintereście, gdzie znajdziecie tysiące pięknych zdjęć. Wchodźcie i podziwiajcie. Miejsca, o których dzisiaj czytaliście można zobaczyć podczas weekendu. A przecież każdy z nas ma niejeden weekend do dyspozycji, dlaczego nie spożytkować go w taki sposób? A może ktoś już był, widział i che się podzielić wrażeniami? Piszcie, co myślicie o duńskiej stolicy! Pozdrawiam!

część o Pałacu Amelienborg trochę się 'rozeszła' i naprawdę nie da się tego naprawić (czyt. nie wiem jak :D), wybaczcie.

wtorek, 14 stycznia 2014

Co myślę o rozwoju osobistym?

Rozwój osobisty miał być jednym ze sztandarowych tematów na c a l l m e p a u l i n e. Zamierzam rozwinąć ten dział, ponieważ trochę brakuję mi pisania o tym, że warto się starać żyć pięknie, intensywnie i w zgodzie z samym sobą.
Dlaczego chcę to robić? Co mnie w tym tak bardzo kręci?

Zawsze lubiłam nad sobą pracować. Uważam, że trzeba to robić, ponieważ to wzbogaca. Lubię sprawdzać się w nowych, często trudnych sytuacjach. Chcę robić, to co kocham, to co sprawia mi radość. Organizacja pracy to dla mnie wielka frajda. A chwila dla samej siebie jest skarbem, którego za nic w świecie bym nie oddała. Czasem lubię też się trochę mądrzyć... :) Ale zawsze z nadzieją, że wyjdzie to komuś na dobre!

Na początek warto czytać blogi rozwojowe (niedługo stworzę listę swoich ulubionych). Znajdziecie tam multum innych blogów, stron i książek na ten temat. Co wtedy? Wasza wiedza się poszerza i żyje wam się lepiej. Czy nie o to właśnie chodzi? Blogi rozwojowe mają wiele zalet, ale trzeba patrzeć na nie z umiarem. I trzeba pamiętać o własnym rozumie :) Znajdujcie takie treści i kierujcie się tylko tymi, które są dla Was odpowiednie. Nie każda rada pasuje każdemu, każdy z nas potrzebuje w życiu czegoś innego - miejcie to na uwadze, bo co za dużo, to niezdrowo...

Rozwój osobisty przede wszystkim daje efekty i świadomość dobrze wykorzystanego czasu. Ale tylko wtedy jeśli jesteśmy szczerzy wobec siebie - czego również można się nauczyć właśnie dzięki temu! Szeroko pojęty rozwój osobisty to interesujący temat z różnych względów. Dla mnie jest to, jak nauka życia. Brzmi trochę patetycznie, spokojnie, już wyjaśniam, co mam na myśli. Treści rozwojowe dają wskazówki, jak planować, organizować sobie czas/pracę, a nawet życie. Inspirują, motywują do działania. Opierają się na psychologii, czyli dziedzinie/nauce, którą moim zdaniem każdy powinien liznąć, chociaż w małym stopniu. Poszerzają horyzonty i otwierają umysł. To ostatnie zdanie jest dla mnie bardzo istotne - uwielbiam poznawać nowe rzeczy. Kiedy coś mnie zainteresuje - chłonę 'nowości', jak gąbka (szerzej o tym innym razem).

Czy widzę jakieś minusy? Hmm... No chyba nie. Jestem zwolenniczką tego typu blogów, stron, materiałów, książek, filmów etc. Namawiam każdego do sięgnięcia po takie pozycje, nawet jeśli zostanę uznana za wariatkę ;-) Należy tylko pamiętać o umiarze - zastanów się, czego Ci w życiu brakuje, czego potrzeba i szukaj odpowiednich treści!

Lubicie, czytacie różnego rodzaj treści rozwojowe? Macie swoje typy, faworyty? Z chęcią poznam coś nowego :) I przede wszystkim, co o tym wszystkim myślicie? Temat trochę kontrowersyjny, ponieważ nie raz spotkałam się z reakcją 'e tam bullshit'. Dajcie znać, co myślicie! Pozdrawiam.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Marta Owczarek, Bartłomiej Skowroński - Byle dalej.

Książki o tematyce podróżniczej to moja wielka miłość, bo przenoszą mnie w inny świat i przypominają o marzeniach. Byle dalej, w 888 dni dokoła świata. to kolejna pozycja tego gatunku, którą udało mi się 'dorwać' :) Opis znajdziecie tutaj, nie będę go powielać. Ale musicie przyznać, że historia Marty i Bartka, opisana nawet w kilku zdaniach robi wrażenie!

Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Do tego mnóstwo ciekawych zdjęć obrazujących wojaże autorów. Marta i Bartek odwiedzili Azję, Australię i Oceanię oraz Amerykę Południową. Przywieźli ze sobą mnóstwo wspomnień i historii, które opisali w książce... Jak kocham czytać o podróżach, tak teraz czułam się trochę przytłoczona. Wydaję mi się, że autorzy chcieli jak najwięcej opowiedzieć, niestety (według mnie) nie do końca z dobrym skutkiem. Czytając o Australii nie pamiętałam już większości rzeczy, które wydarzyły się w Indiach, czyli kilkadziesiąt stron wcześniej. Wielu interesującym historiom poświęcono kilka zdań - niestety, bo chciałoby się więcej poczytać, chociażby o odczuciach autorów. Myślę, że nie o to w tym wszystkim chodziło, wolałabym 1/3 historii mniej, ale żeby były dokładniej opowiedziane. Zamiary na pewno były dobre i można ich usprawiedliwić :) Będąc na ich miejscu też bym chciała opowiedzieć światu o wszystkim, czego doświadczyłam!

Wbrew powyższym zdaniom moja opinia nie jest negatywna, bo czas spędzony z Martą i Bartkiem uważam za całkiem wartościowy :) Książka cenna, zawiera dużo informacji, ale najlepiej ją kupić (ja wypożyczyłam), żeby po jakimś czasie mieć możliwość zajrzenia do rozdziału o Mongolii, Nowej Zelandii, Argentynie (whatever) i sprawdzenia niektórych rzeczy. Oceniam na 4/6, byłoby wyżej, gdyby część historii rozbudowano, a niektóre pominięto. A najlepiej, gdyby książka miała więcej stron, wtedy wszystko byłoby cacy ;)

Macie jakieś ulubione książki o podróżach? Podzielcie się! Z chęcią przeczytam coś nowego :)

"Wiemy, że mało jest rzeczy niemożliwych. Trochę bardziej tolerancyjnie podchodzimy do innych ludzi. Trochę lepiej widzimy i słyszymy, co dzieje się wokół nas. Trochę częściej się uśmiechamy. Trochę spokojniej reagujemy. Trochę mniej się spieszymy. I trochę mniej się ze sobą kłócimy."
fragment książki

piątek, 10 stycznia 2014

Owsianka ma moc.

Kilka dni temu naszła mnie wielka ochota na owsiankę, więc następnego dnia zaopatrzyłam się w płatki owsiane. Stwierdziłam, że to dobry pomysł na wpis, bo może ktoś zechce zjeść BARDZO ZDROWY posiłek :) Wynotowałam kilka zalet owych płatków, więc łapcie garść informacji o tytułowej mocy:
- owsianka z mlekiem/jogurtem dostarcza komórkom mózgowym oraz nerwowym witaminę B6, która wspomaga pamięć i koncentrację,
- witamina B1 przeciwdziała zmęczeniu i rozdrażnieniu,
- jest źródłem magnezu i żelaza,
- płatki owsiane zawierają błonnik rozpuszczalny tzw. beta-glukan, który oczyszcza organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii,
- zawierają także nienasycone kwasy tłuszczowe, które zapobiegają powstawaniu zakrzepów,
- dbają o nawilżenie skóry,
- owsianka z zasady jest mało kaloryczna ;) (ilość kalorii zależy od składników, jakie do niej dodajemy).
Prawda, że bardzo zdrowe? Nic tylko jeść - uwaga, aby nie przesadzić (owsianki nie powinno się jeść na każdy posiłek - błonnik wspomaga organizm człowieka, jednak co za dużo to niezdrowo). 
Witamina B1 i kwas pantotenowy

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/warto-jesc-owsianke-wartosc-odzywcza-platkow-owsianych_36394.htmlwi

Przygotowanie jest banalnie proste: za pierwszym razem wieczorem zalałam owsiankę mlekiem i zostawiłam do rana. Następnego dnia rano owa owsianka wylądowała 'na ogniu', dokładniej mówiąc na wolnym ogniu ;) Ten etap zdecydowanie można pominąć, tak jak zrobiłam to dzisiaj - śniadanko wyszło bardzo podobne, a nawet lepsze. W międzyczasie dodawałam składniki. Pierwszy wariant, który sobie zaserwowałam nie smakował mi tak, jak ten dzisiejszy (chyba był zbyt 'wymyślny'), więc pominę go. Mianowicie dzisiaj było PRZEPYSZNIE! Owsianka + cynamon + orzechy włoskie + suszone banany. Jak dla mnie połączenie idealne. Mam to szczęście, że w moim domu jest mnóstwo orzechów, ponieważ w ogrodzie mam drzewko orzechowe, więc ze składnikami nie było problemów. Suszone banany - kupne, ale chyba skuszę się i zrobię je po domowemu, pewnie będą jeszcze lepsze! Takie śniadanie zaserwowane bezpośrednio po przygotowaniu jest najlepsze, ponieważ jest ciepłe i ma dobrą konsystencję. Ja swoje zabrałam też do szkoły i również daje radę.
Aktualnie czaję się na owsiankę z budyniem, na pewno kiedyś wykorzystam miód, który kocham miłością nieskończoną - dam znać jak smakuje! Tymczasem mogę wam szczerze polecić blog Sylwii - o porannych inspiracjach. Dziewczyna robi świetne śniadania, wylęgarnia genialnych i najczęściej bardzo prostych przepisów :)

Mam nadzieję, że ten wpis zmobilizuje kogoś do zrobienia czegoś innego niż zwykłe kanapki z szynką i serem. Może macie jakieś własne przepisy na owsiankę? Albo jecie coś wspaniałego i chcecie się tym podzielić? ;) Piszcie, z chęcią zjem coś dobrego! Miłego wieczoru.

wtorek, 7 stycznia 2014

O dwóch serialach, które skradły mi serce.

Dzisiaj będzie o dwóch serialach, które skradły mi serce (i cenne godziny mojego życia! - ale wcale nie żałuję). White Collar i Chicago Fire. Dwa genialne seriale. Kocham, wielbię, podziwiam.

White Collar opowiada o fałszerzu - najlepszym w swoich fachu. Celowo nie zdradzam więcej, ale jeśli lubicie przystojnych, czarujących, mądrych, inteligentnych mężczyzn (wierzcie mi, główny bohater jest NAJLEPSZY na świecie), dobry humor (tego w tym serialu nie brakuje), trzymające w napięciu akcje i piękny Nowy Jork to GORĄCO POLECAM. Dodatkowym plusem jest to, iż można się wiele dowiedzieć o sztuce (znane dzieła przewijają się bardzo często). Nie zawiedziecie się. Mnie White Collar ujął od pierwszego odcinka i mogłabym go oglądać godzinami. Ostrzegam, że niesamowicie wciąga i nie można przestać. Ja przepadłam, na Amen.

Chicago Fire, jak łatwo się domyślić opowiada o straży pożarnej w Chicago. Dzięki temu serialowi zaczęłam się interesować tym miastem, ale co najważniejsze - doszło do mnie, jak ciężką pracę wykonują strażacy. Może to głupie, ale nigdy się głębiej nad tym nie zastanawiałam. Oczywiście możliwe, że jest to trochę przerysowane, ale wierzę że nie ma w tym aż tak dużego przekłamania. Po raz kolejny - przystojni mężczyźni, ale też piękne kobiety. Kilka akcji w jednym odcinku - trzymające w napięciu, ale też zaskakujące. Dodatkowo - losy bohaterów, z odcinka na odcinek pojawia się nowy wątek i robi się co raz ciekawiej. W niektórych odcinkach pojawia się również policja... Piszę o tym, ponieważ jutro (środa) stacja NBC wyemituje pierwszy odcinek spin-offu Chicago Fire - Chicago PD.! Zabawne jest to, że najpierw poznałam Chicago PD. - moja ulubiona Sophia Bush dodawała na instagrama dużo zdjęć właśnie z planu tego serialu, uwielbiam ją, więc chciałam ją zobaczyć w nowej roli. Znalazłam Chicago Fire na zalukaj i zaczęłam oglądać... Zastanawiałam się, kiedy pojawi się Sophia, po czym po jednym odcinku wszystko dokładniej sprawdziłam... Okazało się, że gra w Chicago PD., które jeszcze nie miało emisji, a ja przez omyłkę włączyłam Chicago Fire - pomyliłam seriale :D Tak właśnie zaczęłam oglądać nowy serial, który stał się jednym z moich ulubionych. Mojej głupiej pomyłki w ogóle nie żałuję.

Najbardziej w tych serialach podoba mi się ujęcie przyjaźni, miłości, lojalności czy innych wartości. Głównie przyjaźń jest wyeksponowana, w piękny sposób, który skłania do refleksji. Powtórzę się i napiszę, że GORĄCO POLECAM. To na pewno nie będzie zmarnowany czas :)

Na koniec mała informacja: Jeśli zainteresowałam kogoś Chicago Fire, to dzisiaj o 20:25 emisja pierwszego odcinka na TVP 1!!! Wczoraj przez przypadek widziałam reklamę i byłam bardzo zdziwiona, że mój ukochany serial będzie leciał w polskiej telewizji w bardzo przystępnej godzinie :) Podobnie było z White Collar, które również leciało na jedynce. Zachęcam. A jakie są Wasze ulubione seriale? Na pewno jakiś macie... ;) Ja sama mam w zanadrzu jeszcze jeden, ale to historia na osobny post. Piszcie swoje typy, miłego popołudnia!

niedziela, 5 stycznia 2014

NYC. Black & White.

NYC. New York. Nowy Jork. Nueva York. New York City. Najbardziej pożądane miasto Stanów Zjednoczonych, nieoficjalna stolica świata. Jest marzeniem wielu, nie ukrywam, że moim również. Chcę zobaczyć to miasto w każdej możliwej odsłonie: letniej, zimowej, nocą, świątecznej, o poranku, deszczowej etc. Jest jedna 'wersja' New York, której już nikt z nas na własne oczy nie zobaczy: stary Nowy Jork, sprzed kilkudziesięciu lat, mający niewyobrażalny klimat. Teraz też ma, ale zupełnie inny. Chociaż wierzę, że stary duch miasta pozostał :) Dzisiaj zabieram Was na wycieczkę po tym dawnym NY. Spełnijmy razem to marzenie! :) Bardziej zainteresowanych zapraszam tutaj i tutaj - mnóstwo starych zdjęć. Enjoy!

Times Square (Long Acre Square), 1905
  Library of Congress
New York from across the Hudson
Andreas Feininger 1946
LIFE Magazine
New Year's Eve, Times Square, 1964 via nydailynews.com
Rockefeller Center Christmas Tree, 1947 via nydailynews.com
Skyline at dusk, 1956, MCNY Photo

sobota, 4 stycznia 2014

Cytat #4

Genius is
one percent inspiration and ninety-nine perspiration.
Geniusz to 1% inspiracji i 99% potu.

Thomas A. Edison
Genius is one percent inspiration and ninety-nine percent perspiration.

Read more at http://www.brainyquote.com/quotes/quotes/t/thomasaed109928.html#zbmfKCm28UD8p30q.99
Genius is one percent inspiration and ninety-nine percent perspiration.

Read more at http://www.brainyquote.com/quotes/quotes/t/thomasaed109928.html#zbmfKCm28UD8p30q.99
Genius is one percent inspiration and ninety-nine percent perspiration.

Read more at http://www.brainyquote.com/quotes/quotes/t/thomasaed109928.html#zbmfKCm28UD8p30q.99

piątek, 3 stycznia 2014

Rusz się i obudź zmysły.

Zmysłów mamy 5. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie, ponieważ zawsze miałam z tym problem (serio!) ;) A czym w zasadzie jest owy zmysł? Ciocia wikipedia mówi, że jest zdolnością odbierania bodźców zewnętrznych i trudno się z nią nie zgodzić.

Wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Każdy z nich ma własną siłę i inaczej odbiera wspomniane wcześniej bodźce zewnętrzne. Niestety nie każdy człowiek potrafi je uaktywnić w odpowiedni sposób. Przykład? Proszę bardzo: siedzimy w domach i tracimy możliwość poczucia świeżego powietrza, obserwowania przyrody czy ludzi. Odwiedzamy fast-foody (niektórzy rzadko, ale jednak) i tracimy możliwość zasmakowania czegoś naprawdę pysznego, już nie wspominając o wartościach odżywczych etc. Można wypisać mnóstwo takich przykładów, ale najważniejsze, żeby zauważyć, że coś jest nie tak. I wtedy trzeba znaleźć rozwiązanie, jakiś złoty środek. Czy życie nie byłoby piękniejsze, gdybyśmy więcej spacerowali czy przygotowywali posiłki w domu (duża frajda!), które później można wspólnie skonsumować, ciesząc się chwilą? Odpowiedź brzmi 'tak, życie byłoby piękniejsze', więc Drogi Czytelniku dziękuję Ci, że jesteś, ale rusz się z domu, wyjdź na spacer nawet, jeśli pada (nie roztopisz się, dzisiaj sama sprawdziłam ;), zadzwoń do kogoś, a najlepiej się z kimś spotkaj. Uaktywnij siebie i swoje zmysły, a wyjdzie Ci to na dobre! Wyjdź do ludzi, a nuż spotka Cię coś naprawdę dobrego...?

Przebrnęłam przez ten wpis, uff! Pisałam go kilka dni, coś dopisywałam, coś usuwałam, dużo zmieniłam - koncepcję też. Początkowo chciałam napisać tylko o pobudzaniu zmysłów, ale puenta wyszła mi zupełnie inna. Trochę to chaotyczne, ale takie właśnie są moje myśli na poruszone tematy. Co Wy o tym myślicie? Czy Wasze zmysły są wystarczająco pobudzone i czy codzienny spacerek (w deszczu czy nie) już odhaczony? Drogi Czytelniku: zastanów się nad tym, co napisałam, napisz coś od siebie i zapraszam do wyjścia - jesienna/zimowa aura nie gryzie! :)
Miłego popołudnia, Pauline.

środa, 1 stycznia 2014

The Great Gatsby. Moje odczucia.

The Great Gatsby. Zapewne już widzieliście, jeśli nie, to natychmiast włączcie. Dlaczego? O tym za chwilę. Zapewne sporo blogerów napisało coś o tej historii, ale i ja swoje trzy grosze muszę wtrącić.

Książkę przeczytałam kilka miesięcy temu. Pamiętam, że byłam tym naprawdę podekscytowana, ale niestety się zawiodłam. Po prostu tego nie poczułam. Ale dzisiaj będzie o filmie (o książce może za jakiś czas, jak ją sobie odtworzę).

Ekranizacja powieści Fitzgerald'a w reżyserii Baz'a Luhrmann'a (Pan od Romeo i Julii oraz Moulin Rouge!) jest GENIALNA. Kilka miesięcy temu, będąc w kinie na filmie o Baczyńskim (średni) zobaczyłam zwiastun po raz pierwszy i zakochałam się w tym klimacie, kostiumach, muzyce, aktorach etc. Do kina było mi nie po drodze (żałuję, jak diabli), ale nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z obejrzeniem tego cuda.

Dlaczego tak się zachwycam? Ponieważ ta ekranizacja jest po prostu magiczna. Ekspertem nie jestem, ale jak dla mnie genialne zdjęcia, idealna muzyka - dzisiejsze hity zaaranżowane w sposób doskonale oddający New York City lat 20. I ta obsada... Mój ukochany DiCaprio, który sprawdza się w każdej roli i nie przychodzi mi nikt inny do głowy, kto mógłby wcielić się w rolę tytułową. Tobey Maguire, który jest takim Fitzgeralde'm i prowadzi widza przez tę opowieść. Cudowna Carey Mulligan, która podobnie jak Leo zachwyca mnie zawsze i teraz nie było inaczej. Kokieteryjna, urocza, delikatna, zagubiona, trochę infantylna Daisy to postać idealna dla Mulligan. Spodobała mi się także Elizabeth Dębicki (polski akcent!), która wcieliła się w rolę Jordan Baker. Nie znałam jej wcześniej i z tego, co można wyczytać na filmwebie ma małe doświadczenie. Jak dla mnie postać Jordan jest całkowitym przeciwieństwem Daisy, 'chłodna' kobieta, będąca zawsze w centrum wydarzeń, ale widz nawet nie poznaje jej opinii. Taki (piękny) dodatek do głównych postaci.

Historia opowiedziana w najlepszy z możliwych sposobów. Hipnotyzująca, wyjątkowa, magiczna, poruszająca, dramatyczna, ale zachwycająca. Nie wiem czy znajdę jakiś minus tego filmu. Nawet nie chcę go szukać! Wolę pozostać w tym wyjątkowym klimacie... Swoją drogą chciałabym kiedyś wziąć udział w imprezie w takim stylu, zobaczymy co czas pokaże!

Zaznaczam, iż jest to MOJA opinia i nikt nie musi się z nią zgadzać. Zachęcam do podzielenia się swoimi odczuciami w komentarzach :) Zostawiam Was z Laną Del Rey i jej pięknym utworem, który znajduje się na ścieżce do Gatsby'ego. Enjoy!

 
A tak na koniec: mamy Nowy Rok, mam nadzieję, że wczorajsza noc była taka, jak to sobie wymarzyliście :) W tym uroczystym dniu życzę Wam wszystkiego, co najlepsze. Bo każdy na to zasługuje! Bądźcie szczęśliwi, zajmujcie się tym, co kochacie i spełniajcie marzenia! Wtedy 2014 na pewno będzie udany.