poniedziałek, 14 października 2013

Mała (wielka) rzecz.

Urodziny mam na początku roku. Na swoje tegoroczne - osiemnaste - dostałam najlepszy prezent w życiu. Zadbała o to przyjaciółka. Kilka dni przed wielkim dniem dostałam kopertę z Londynu... Zdziwienie było ogromne, ponieważ przecież nic nie zamawiałam. Oglądałam kopertę tylko kilka chwil... Zobaczyłam pewien adres i już wiedziałam, że to będzie coś!  Co było w środku? List z życzeniami od jednego z ulubionych piłkarzy (John Terry<3 były kapitan reprezentacji Anglii, kapitan Chelsea FC), zdjęcie z autografem i przypinka z herbem klubu. Czytając życzenia miałam łzy w oczach. Przez ułamek sekundy (a nawet dłużej...;) byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, nie potrzebowałam niczego więcej, bo dostałam coś pięknego.

Piszę o tym tylko po to, żeby pokazać, jak wielką radość może sprawić mały gest, który zazwyczaj nic nie kosztuje. Moja przyjaciółka skontaktowała się z moim ukochanym klubem bez większych nadziei, kupiła mi dodatkowy prezent, bo nie liczyła, że pierwszy pomysł wypali. Jednak wypalił, a ja mogłam wtedy góry przenosić. Minęło kilka godzin zanim odkryłam kto tak bardzo mnie kocha i zrobił dla mnie coś takiego, ale do dzisiaj codziennie recytuję sobie w myślach te życzenia i przypominam samej sobie, że życie jest piękne, a radość można czerpać nawet z drobnostek :) Obdarowujcie się, cieszcie tym, a Wasze życie naprawdę stanie się piękniejsze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz