niedziela, 29 września 2013

Stawiaj sobie wyzwania.

Jakiś czas temu wspomniałam, że czeka mnie ważny dzień, który będzie dla mnie wyzwaniem. Był to piątek. I było to duże wyzwanie. O co chodziło? Musiałam wygłosić prezentację przed Hiszpanami (po hiszpańsku, to oczywiste). Stresowałam się tym bardzo, presja była ogromna, ale wyszło bardzo dobrze :) Przed prezentacją rozmawiałam z nauczycielami oraz z Hiszpanką, która powiedziała mi, żebym się uspokoiła i że będzie dobrze. Przez prezentację przebrnęłam jak burza. Mogłam zrobić to trochę lepiej, ale i tak jestem z siebie zadowolona. Po zakończeniu... Usłyszałam bardzo miłe słowa od Hiszpanów. +100 do samooceny.

Dlaczego piszę o tym wszystkim? Często ostatnio myślę o stawianiu sobie nowych wyzwań i o tym, jak dużo to daje. Ostatnio sama się o tym przekonałam, więc jestem idealnym przykładem, że warto! Uczucie po wykonaniu zadania, którego tak bardzo wcześniej się obawiałam, którym tak bardzo się stresowałam... Jest nie do opisania. Czułam się, jak po wygraniu losu na loterii, ludzie stwierdzili, że promienieje :) Czekają na mnie kolejne wyzwania, a Wam życzę tak cudownego uczucia, jakie towarzyszyło mi przez cały dzień. A może ktoś z Was przeżył coś takiego i chce się pochwalić? Z chęcią poczytam o Waszych dokonaniach!

środa, 25 września 2013

Cytat #1

Cokolwiek możesz zrobić lub marzysz o tym, że możesz,
zacznij to robić.
Śmiałość zawiera w sobie geniusz, magię i siłę.

Johann Wolfgang Goethe

poniedziałek, 23 września 2013

Jak się NIE denerwować.

Frustracja, demotywujący stres, złość... Od zawsze wiadomo, że nerwy w niczym nie pomagają. Każdy to wie, jednak wciąż wśród nas można spotkać wielu nerwusów... Kiedyś należałam właśnie do tej grupy, ale w porę się zorientowałam, że złością nie zdziałam nic. Jak sobie z tym radzić?

Mam kilka swoich dobrych sposób, które zazwyczaj pomagają:
1. Uwielbiam kawę. Mogłabym pić w nieskończonych ilościach (chociaż ostatnio bardzo polubiłam herbatę - aroniowa z sokiem malinowym i cytryną...) i zawsze kiedy czuję, że coś idzie nie tak jak powinno, kiedy czuję zdenerwowanie, sięgam po kubek kawy. W moim przypadku pomaga.
2. Głęboki oddech. Ulubiony sposób, kiedy muszę pohamować złość na brata czy siostrę... Głęboki oddech i powiedzenie sobie w myślach "tylko się nie denerwuj" sprawia, że nie wypowiadam wielu (zbędnych) słów. Naprawdę pomaga w relacjach z ludźmi.
3. Spacer. Uwielbiam. O każdej porze. Polecam na wszystko, nie tylko na zdenerwowanie, ale też na rozluźnienie, odpoczynek, kiedy chce się pobyć samemu i trochę pomyśleć. Spacer "przewietrza" umysł i można spojrzeć na wiele spraw trochę inaczej. Często przed szkołą wysiadam przystanek wcześniej i maszeruję przez te 10 minut. W weekend kiedy mam do wyboru kilkuminutową przejażdżkę autobusem czy pół godzinny spacer - wybieram to drugie. Spacer to ruch, więc jeśli ktoś uprawia mało sportów (albo wcale) to kilkunastominutowy marsz, szybszym krokiem jest dobrą alternatywą :) Można złapać dystans!
4. Konkretne zajęcie! Nauka, sprzątanie, książka, przysiady... Wymieniać można bardzo długo! Lubię ten sposób, ponieważ nie dość, że unikam niepotrzebnych nerwów, to jeszcze pożytecznie pożytkuję czas :)

Nerwy potrafią wiele zniszczyć, często przez nie można dużo stracić, więc warto mieć na nie jakieś antidotum. W końcu kiedy denerwuję się ja, to moje otoczenie też wyczuwa złą energię, a komu to potrzebne? ;) Każdy z Nas ma inne sposoby, jestem bardzo ciekawa jak Wy radzicie sobie ze zdenerwowaniem.

piątek, 20 września 2013

Gdzie byłam, jak mnie nie było.


No właśnie… Nie napisałam niczego od kilkunastu dni. Z kilku powodów. Po części brak czasu, ale trochę też brak inspiracji. Zaczęła się klasa maturalna i nie ukrywam, iż natłok pracy początkowo trochę mnie przytłoczył. Muszę znaleźć na to jakiś złoty środek, bo do maja może być ciężko z robieniem czegokolwiek innego niż tylko zajmowanie się polskim czy hiszpańskim.

Pierwszym pomysłem na ten wpis był właśnie „złoty środek” i jak go znaleźć. Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak zorganizować najbliższe miesiące… Jedyne co mi przyszło do głowy, to po prostu zaplanowanie pracy. Nie jest to żadna nowość, wiem, ale sprawdziłam to na sobie i działa! W poprzedni weekend zrobiłam wszystko, co chciałam i jestem z siebie naprawdę zadowolona :) Nic nadzwyczajnego, a może ułatwić życie.

W przyszłym tygodniu szykuję się jeszcze więcej zajęć, poza tymi czysto szkolnymi, m.in. lekcja duńskiego! W ramach Europejskiego Dnia Języków (26. września) zapisałam się na lekcję pokazową tego języka i baaardzo się cieszę! Możliwe, że pójdę jeszcze na niderlandzki, bułgarski i włoski. Nauka duńskiego to jedno z moich marzeń do zrealizowania w najbliższej przyszłości, więc to będzie  dobry początek. Dokładnie za tydzień czeka mnie coś ważnego. Stres z tym związany motywuje, ale mimo to cały czas  się obawiam. Jednak stawianie samej sobie nowych wyzwań to ostatnio mój największy cel, więc cieszę się, że będę miała okazję się sprawdzić!

Stawiajcie przed sobą wyzwania, próbujcie nowych rzeczy i nie obawiajcie się, że nie podołacie! Gdzieś ostatnio usłyszałam, że jedna porażka może wnieść w nasze życie więcej, niż kilka zwycięstw.  Trzeba walczyć o to, żeby odnieść zwycięstwo, to oczywiste, ale niech porażka nie będzie demotywująca. Najważniejsze, to wyciągnąć wnioski, a następnym razem będzie tyko lepiej. Tym górnolotnym przesłaniem kończę ten wpis, za kilka dni postaram się wrzucić coś konkretnego, a w międzyczasie może To mi się podoba!! Udanego weekendu! :)

środa, 4 września 2013

Randy Pausch - Ostatni wykład.


RANDY PAUSCH, JEFFREY ZASLOW– OSTATNI WYKŁAD - Książka, którą chciałam przeczytać od dłuższego czasu. Jestem już po i jestem zachwycona. Wzruszona. Poruszona. Zmotywowana. Zainspirowana. Mam głowę pełną planów i pomysłów. 

Krótko, o czym jest ta książka? Pewnemu wykładowcy pozostaje kilka miesięcy życia, zostaje poproszony o wygłoszenie wykładu na swojej uczelni. Opowiada o swoim życiu, o tym jak nim pokierował, dzięki czemu mógł spełnić swoje dziecięce (nie tylko) marzenia. Pięknie opisuje miłość do ukochanej żony i uroczych dzieciaków, czytając te fragmenty trochę zmienił mi się pogląd na moją przyszłą, ewentualną rodzinę ;)

Książka jest podzielona na kilka części i podrozdziały – każdy z nich to inna historia. Według mnie każdy rozdział to lekcja życia, nawet ten który miał tylko pół strony tekstu. Niesamowite jak ten człowiek potrafił to wszystko opisać w tak przystępny sposób, a do tego przekazać mądrość.

Randy Pausch pokazuje, że nawet znalezienie się w miejscu, w którym 'nie działa' grawitacja jest w zasięgu zwykłego człowieka. Zdradzam Wam akurat tę część historii jego życia, ponieważ poprzez to uświadomiłam sobie, że każde, naprawdę KAŻDE marzenie jest w naszym zasięgu. Trzeba tylko mocno do tego dążyć, nigdy się nie poddawać i przyjmować pomoc innych, a czasem o nią prosić, jeśli jest taka potrzeba (to wszystko jest w książce!).

Polecam sięgnąć po tę pozycję. Jestem pewna, że każdy odnajdzie w niej coś, co pomoże w życiu. Mnie Randy Pausch zmobilizował do działania, upewnił w przekonaniu, że nigdy nie należy się poddawać, ale też przekazał sporo wskazówek oraz uświadomił pewne rzeczy. Siedziałam z książką w ręku z myślą „przecież to takie banalne, proste, dlaczego wcześniej sama do tego nie doszłam?”. Książkę wypożyczyłam z biblioteki, ale jestem pewna, że w końcu trafi na stałe na moją półkę i będzie mi towarzyszyć przez całe życie.

A na koniec mały bonusik: "Ostatni wykład" to opis wykładu R. Pauscha, który miał miejsce kilka lat temu na jednej z amerykańskich uczelni. Jeśli ktoś chce poznać tę historię oraz posłuchać naprawdę mądrych słów, a nie ma możliwości zajrzeć do tej książki, to niech koniecznie obejrzy poniższy wykład! :)