sobota, 10 sierpnia 2013

Podróż, która coś zmieniła.


Tytuł zapowiada, iż będzie to podniosły wpis na temat wielkich zmian w życiu człowieka. I w zasadzie tak będzie! Niektórym może się wydawać dziwne, że 18-letnia dziewczyna pisze o zmianach w swoim życiu, bo przecież „co ona o tym życiu wie”, a wbrew pozorom wie dużo. Może nawet dużo więcej niż osoby starsze np. o 10 lat. Podróż (zastanawiam się czy to nie za dużo słowo…), po której tak bardzo się zmieniłam to wycieczka do Danii (2011 rok), (nie)zwykły wyjazd szkolny, coś w rodzaju wymiany uczniowskiej. Do dzisiaj wspominam te dni jako najlepsze w życiu, a na początku wcale tak kolorowo i optymistycznie nie było. Przed wyjazdem moja wiedza na temat Danii była podstawowa, nie byłam specjalnie zainteresowana tym krajem. Mogę nawet powiedzieć, iż jechałam do Danii bez większego entuzjazmu co do samego miejsca – ale na nic się nie nastawiałam, byłam otwarta na to, co może mnie spotkać po wylądowaniu samolotu. Wszystko się zmieniło, kiedy ten samolot schodził w dół i zbliżał się do lądowania na kopenhaskim lotnisku. Zza okienka ujrzałam ląd, który później miał stać się miejscem, w którym czułam się lepiej jak nigdzie i nigdy dotąd.

 

Nie będę opisywała, co w Danii (i Szwecji) widziałam (o tym też kiedyś napiszę - mam już w planach wpis na ten temat), bo przecież nie o tym miało być. Dania to kraj ludzi otwartych na wszystko, tolerancja, radość, spokój oraz życzliwość, jaką tam spotkałam zmieniły moje postrzeganie świata. Zaczęłam cieszyć się z małych rzeczy, doceniać małe, na pozór niewiele znaczące gesty - teraz uważam, iż jest to recepta na szczęście. Dzięki ludziom, jakich tam poznałam zapomniałam o złych rzeczach i teraz cały czas przypominam sobie o tym, że nie warto otaczać się złymi wspomnieniami, które emanują negatywną energią, bo wtedy nie tylko nam jest źle – inni też to czują, ponieważ złą energię bardzo łatwo wyczuć. W czasie wyjazdu i przez dwa lata od powrotu nauczyłam się wyzbywać złych rzeczy oraz nie rozdrapywać przykrych wspomnień – o wiele lepiej i łatwiej się żyje, kiedy ma się w głowie przyjemny zapach kawy, uśmiech życzliwej osoby, mile spędzony dzień czy wyjazd w nieznane.


Kiedyś szklanka była dla mnie do połowy pusta – teraz jest do połowy pełna. Trochę czasu po powrocie zajęło mi zrozumienie tego banału ;) Kiedy wróciłam do Polski rozpaczałam jak głupia, że muszę siedzieć tutaj, a nie w tej cudownej Danii, w której tak świetnie się czułam. Dopiero po jakimś okresie zrozumiałam jakie szczęście miałam, że trafiłam do tego małego kraju właśnie wtedy. Doceniłam fakt, że w  ogóle mogłam tam być (mimo że były to tylko kilka dni), zobaczyć tyle pięknych miejsc, poznać tylu wspaniałych ludzi – nawet jeśli z większością z nich było to pierwsze i ostatnie spotkanie (nigdy nie mów nigdy! :). Zrozumiałam, że jeśli bardzo tego chcę, to wrócę tam jeszcze nie raz! Najważniejsza zmianą, jaka we mnie zaszła, to fakt, iż zaczęłam wierzyć w to, że mogę wszystko. Każdy może, po prostu to wiem. Potrzebna jest wiara, odwaga i chęć spełniania marzeń oraz realizowania nawet tych najbardziej szalonych pomysłów :) Od zawsze większość ludzi z mojego otoczenia powtarzała mi, że „to nie jest takie łatwe”, „zejdź na ziemię, dziecko” – teraz cały czas sobie powtarzam, że marzeniami zdobędę wszystko i dalej zamierzam trzymać głowę wysoko w chmurach... :) Muszę tylko pamiętać o tym, że without the doing, dreaming is useless!


Jaki jest sens tego postu? Chciałam pokazać, że nasze życie może się zmienić na lepsze w najmniej oczekiwanym momencie. Mały impuls, bliska czy daleka podróż, kilka słów od drugiej osoby, książka czy muzyka mogą bardzo dużo zmienić. Wystarczy mieć oczy szeroko otwarte i do tego gorąco namawiam! :)


Jest to dopiero drugi, prawdziwy wpis na blogu, na razie nie ma żadnych komentarzy, ale wiem, że ktoś tutaj zagląda. Mam nadzieję, że ten wpis może kiedyś komuś pomoże :) Post jest długi, sama rzadko spotykam takie na innych blogach, ale ja po prostu jakiś czas temu bardzo polubiłam pisanie... Zakładając bloga wyszłam z założenia, że ma to być miejsce, w którym chcę  się spełniać, więc takie - dłuższe posty mogą się tutaj często pojawiać. Dziękuję każdemu kto to przeczytał :) Pozdrawiam, miłego popołudnia!

PS. Powyższe zdjęcia zrobiłam sama. Genialnym sprzętem wtedy nie dysponowałam (dzisiaj też nie), nie jestem też genialnym fotografem. Może się kiedyś tego nauczę :)

5 komentarzy:

  1. Pauline, to niech mój będzie tym pierwszym! :) Zgadzam się z Tobą w stu procentach, życie jest tak zaskakująco nieprzewidywalne, że czasem brakuje mi słów, żeby to skomentować. Moją największą pasją i marzeniem są podróże i zwiedzenie świata. Mozolnie realizowałam swoje cele, ale dopiero teraz, odkąd jestem bardziej samodzielna i niezależna finansowo, wykonuję pierwsze kroki ku realizacji życia moich marzeń. Zaczynam od tych drobnych wyjazdów, w Szwecji byłam w kwietniu :), jesienią Rzym, a na zimę gdzieś poza Europę? Wszystko niskobudżetowo i z własnym plecakiem. I właśnie teraz poczułam, że ja też mogę robić to, co kocham. Nie tylko podziwiać innych, którzy robią podobne rzeczy. Bardzo wiele dało mi spotkanie z Ulą z Adamant Wanderer, ale o tym napiszę w którymś z kolejnych postów... :) Buziaki!

    Karo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chcę podróżować, jak najwięcej, bo świat ma tyle do zaoferowania, że aż szkoda siedzieć w jednym miejscu. Jak Ci się Szwecja podobała? :) Bo mi bardzo, niby jeden dzień, ale poczułam ten klimat. Rzym jesienią jest na mojej 'bucket list' ! Trzymam kciuki za kolejne podróże i nie mogę się doczekać wpisu o spotkaniu z Ulą. Dzięki za komentarz, ale już Cię ktoś uprzedził i nie jesteś pierwsza :) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. No cóż, to może pierwszy pod tym postem ;) Szwecję wspominam bardzo miło, trafił nam się piękny i słoneczny dzień, a nasz host pokazał nam miasto niemal od każdej strony. Mam wrażenie, że nic mi nie umknęło. Przebieram nogami, żeby znowu gdzieś wyjechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jakim mieście w Szwecji byłaś? :)

      Usuń
    2. Sztokholm! Zwiedziłam wzdłuż i wszerz :)

      Usuń