piątek, 23 sierpnia 2013

Dania i moje refleksje.



Dania, ten mały kraj na północy Europy to moja mała fascynacja, więc temat Danii, Duńczyków itp. będzie  się tutaj przewijał wielokrotnie. Na razie mogę tylko pisać o swoich spostrzeżeniach, komentować duńską rzeczywistość na odległość i trochę powspominać, ale kolejna wycieczka w duńskie strony jest w czołówce mojej ‘TO DO’ listy, więc mam nadzieję, że za jakiś czas (bliżej nieokreślony) będę mogła się zachwycać atmosferą Kopenhagi siedząc w jednej z uroczych kawiarenek w tym mieście... :) Dzisiaj chciałabym napisać jak odbieram Danię i jakie są moje odczucia, refleksje odnośnie kilku aspektów życia w tym kraju.

pinterest

Atmosfera, klimat… Zachwyciły  mnie od razu! Wszechobecny luz oraz życzliwość, to coś czego do dzisiaj brakuje mi w Warszawie. Mam wrażenie, że ludzie żyją tam wolniej, nigdzie się nie śpieszą… No chyba, że jest się rowerzystą i pędzi błękitną (!) ścieżką rowerową. Jadąc wolno i podziwiając miasto można się czasem przekonać o braku życzliwości mieszkańców, a nawet usłyszeć parę brzydkich słów od rowerzystów-mieszkańców, którym zdarza się brak litości dla turystów :D Kiedyś czytałam o tym, że jeśli już chce się jechać powoli to jedzie się po odpowiedniej stronie ścieżki, ale nie pamiętam już po której :( Ja jednak rowerem nie jeździłam (a szkoda), więc ogólnie czułam się tam fantastycznie! Różnice pomiędzy Polską a Danią odczuwam cały czas, ale nie potrafię ich zdefiniować. Wydaję mi się, że to jest właśnie TO COŚ, co po prostu trzeba poczuć, żeby zrozumieć :)



Duńczycy. Podobno z początku podchodzą z rezerwą do obcych, ale po jakimś czasie (w moim przypadku było to bardzo krótko – 1 dzień!) otwierają się i można z nimi porozmawiać na każdy temat. Będąc w Danii na wymianie szkolnej mieszkałam u pewnej Sary, z którą miałam wcześniej kontakt przez facebook (poznaliśmy się wszyscy na pół roku przed wyjazdem - rozmawiając przez skype). Polubiłyśmy się z Sarą od razu, dużo ze sobą pisałyśmy i po jakimś czasie napisała, że bardzo by chciała, żebym to właśnie ja zamieszkała u niej na czas naszego pobytu w ich kraju. Od razu się zgodziłam :) Na lotnisku zastała nas miła niespodzianka – część duńskiej grupy projektu czekała na nasz przylot (w założeniu miał nas odebrać nauczyciel koordynujący) i wszyscy razem udaliśmy się do szkoły (CUDOWNY nieduży budynek, czerwona cegła, można się było poczuć jak w domu), gdzie miało miejsce oficjalne powitanie, a następnie mniej formalne spędzanie czasu – m.in. zabawy integracyjne, kiedy już wszyscy razem spędzaliśmy razem czas. Wszyscy ze sobą rozmawiali, nie było żadnego problemu (poza kilkoma osobami, które przez cały nasz pobyt trzymały się raczej na uboczu). Piszę o tym, żeby pokazać i może trochę obalić teorię, że Duńczycy nie są kontaktowi i wolą się nie angażować. W zasadzie przez całe 6 dni nie odczułam tego wcale. Zazwyczaj było wręcz przeciwnie.

pinterest

Pogoda. Temat waśni i sporów, narzekań wszystkich dookoła. Na pogodę narzekam rzadko (nie lubię temperatur +25 i wyższych oraz -15 i niższych), bo po co narzekać na coś, na co się nie ma wpływu? Bez sensu! Pogodę w Danii miałam niby nie za specjalną… Końcówka maja, a tam chłodno, wietrznie jak diabli i częste opady deszczu… A ja mimo wszystko zadowolona! Odnalazłabym się w Danii, bo temperatura 15-20 stopni jest dla mnie idealna. Mogłoby też świecić słoneczko. (Wiem, mam duże wymagania :D). O ile mnie pamięć nie myli (a po ponad 2 latach niektóre rzeczy trudno jest mi odtworzyć) to było odrobinę słońca, ale jak na lekarstwo. A ja narzekałam tylko podczas dnia spędzonego w Kopenhadze. Spacery po mieście, kiedy zwiewało mnie w każdą stronę świata były trochę nieprzyjemne… Pamiętam, że zaczęło wtedy padać… A biedna Paulina bez parasolki, bez kaptura – mój ulubiony Duńczyk przestrzegł mnie wtedy, że zawsze należy mieć kurtkę z kapturem albo parasol (który zwiało by po minucie :D).

Jest jeszcze sporo rzeczy, o których warto napisać ale przecież materiał na kolejne wpisy też muszę mieć (zapewne wspomnę o pięknym dworcu w Kopenhadze, o architekturze, o Dunkach i Duńczykach, kulturze rowerowej, opowiem o miejscach, które widziałam, ale też o tych, które są moimi must visit i będzie tego dużo dużo więcej...)! Pisanie o Danii sprawia mi wielką frajdę, mogę wspominać, przeglądać zdjęcia z pobytu i od razu czuję się lepiej :) Plakat oraz zdjęcie, które widzicie powyżej pochodzą z pinterestu - niestety mój aparat się buntował i działał kiedy sam miał na to ochotę... Na nic były moje błagania... Miłego weekendu Czytelnicy! :)

5 komentarzy:

  1. może się wybiorę na stopa w kolejne wakacje? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ostatnio o tym myślałam :) Autostop po caaaaaałej Danii, to by było coś.

      Usuń
  2. uwielbiam takie posty, refleksje na temat panstw... ja z kolei o Dunczykach slyszalam, ze dobrze mowia po angielsku, bo tam po prostu sie tego DOBRZE UCZY (podobnie w Holandii, Szwecji). czerwona cegla mnie nie kreci, ale chcialabym zobaczyc te urokliwe miasteczka i poznac ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak - Duńczycy bardzo dobrze mówią po angielsku, ale np. mama Sary, u której mieszkałam słabo znała ten język, więc zdarzają się wyjątki ;) W sklepach itp. żadnego problemu nie miałam. Cieszę się, że post się spodobał, dzięki! :)

      Usuń