sobota, 31 sierpnia 2013

To mi się podoba!

Uwielbiam przeglądać blogi, dużo czytam, słucham, oglądam. Postanowiłam stworzyć mały cykl, który nazwałam To mi się podoba! Jest to dość popularne na blogach, które czytam, ale przecież każdy z nas jest inny i lubi zupełnie coś innego, więc i ja chcę Wam pokazać coś od siebie :)

Na początek baaaaardzo fajny wpis na actually, you can! o tym, jak nie narzekać i cieszyć się życiem. Autorka wyjęła mi to wszystko z ust :) Od razu tekst przesłałam koleżance, która narzeka na wszystko dookoła... A sama wrzuciłam do folderu pt. ulubione teksty. Mam nadzieję, że pomoże nie tylko mojej znajomej, ale może też komuś z Was, więc wpadajcie pod ten link!

Kolejny blog, ale tym razem piękna Alex w United States of America! Alexandra to moja ulubiona blogerka fashion, inspiruje mnie już od dłuższego czasu. Zakochałam się w jej zdjęciach z Wielkiego Kanionu i zamarzyły mi się takie same... Kolejne marzenie na moją prywatną bucket list ;)

Proste do it yourself na bransoletki. Tylko spójrzcie, mnie zachwyciły od razu! Zastanawiam się dlaczego sama wcześniej na to nie wpadłam... Może niedługo zrobię i pokażę efekty :)

Przed kilkoma minutami na nowo odkryłam ten utwór. Jest przepiękny. Polecam każdemu przesłuchać inne utwory tego kompozytora! Pamiętam, że jak słuchałam jakiejś kompozycji po raz pierwszy, to miałam łzy w oczach. Ludovico Einaudi tworzy coś pięknego, niesamowicie poruszającego.

A na koniec coś co doprowadziło mnie do łez! W ostatnim wpisie pisałam o tym, jak bardzo kocham pewien klub piłkarski... Przez jeden dzień nic się nie zmieniło, kocham ich nawet bardziej (niestety nie zdobyliśmy Superpucharu Europy, ale nie pamiętam kiedy ostatnio aż tak rozpierała mnie duma mimo porażki! Gratulacje dla moich piłkarzy!<3) Przechodząc do sedna... Dorośli mężczyźni, członkowie sztabu Chelsea FC robią zdjęcia małej maskotce, która podróżuje z klubem wszędzie! Wrzucają je na instagram, zdjęcia robią furorę. Mały husky jest uroczy, a zdjęcia bardzo śmieszne :) Nie wiem skąd ten pomysł (jeszcze się dowiem!), ale made my day!
źródło zdjęcia

wtorek, 27 sierpnia 2013

Książki, książki, książki.


W te wakacje przeczytałam sześć książek. Wynik słaby (dla porównania 2 czy 3 lata temu pozycji przeczytanych było 19), ale jakby się nad tym zastanowić, to pewnie w ciągu tych 2 miesięcy przeczytałam dwa razy więcej niż statystyczny Polak przez cały rok. Nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie czytają tak mało.

Czytanie posiada same zalety. Pierwsza jaka przychodzi mi do głowy to po prostu nauka. Czytając naprawdę dużo można się nauczyć. O historii, geografii, sztuce, muzyce, medycynie itd. Czytanie sprawia, iż w towarzystwie można porozmawiać o czymś konkretnym, powiedzieć coś ciekawego, a co za tym idzie – łatwo zrobić dobre wrażenie na rozmówcach ;) Czytanie poszerza wiedzę, ale także słownictwo. Wierzcie mi lub nie, ale jak czytam książkę za książką, to zdecydowanie ładniej się wypowiadam!

Skoro już jestem przy tych książkach, to warto napisać coś o przeczytanych pozycjach, może kogoś zachęcę do przeczytania którejś z nich :) Nie będę streszczała o czym są te książki - mam skłonność do tzw. spoilerowania… ;) Będą to moje odczucia, opinie.
1. Nuno Luz, Luis Miguel Pereira "Mourinho. Za kulisami zwycięstw". Pierwsza pozycja przeznaczona jest dla miłośników futbolu, według mnie must read każdego kibica (kocham piłkę nożną miłością nieskończoną). Uważam jednak, że osoby które lubią książki motywujące też znajdą w niej coś dla siebie – rozdziały są zatytułowane np. ‘motywacja’ czy ‘ambicja’, wszystko poparte historiami z życia najlepszego trenera, jakiego świat widział. 6/6.
2. Jo Nesbø „Łowcy głów” to miał być genialny kryminał. No cóż, miał być. Owszem, wciąga,  ale z drugiej strony chciałam jak najszybciej skończyć, bo mając w głowie „Upiory” tego autora, czyli książkę, która spodobała mi się bardzo – po prostu byłam zawiedziona. 2/6.
3. , , „Dziewczyny w podróży” to autentyczna historia, którą jestem oczarowana! Jeśli kogoś interesują perypetie trzech mieszkanek NYC w Kenii, Indii, Laosie i kilku innych miejscach na świecie to przeczyta jednym tchem. Przeczytałam szybko, cały czas jestem zachwycona, ale czytając miałam wrażenie, że nie jest to literatura najwyższych lotów. Mimo to szczerze polecam i daję 6/6.

4. Paweł Smoleński „Izrael już nie frunie”. Ciężko jest mi napisać coś o tej książce. Nie mogłam się doczekać aż zacznę ją czytać, ale czytanie nie sprawiało mi takiej przyjemności, jakiej oczekiwałam. Miałam nadzieję na historię z życia codziennego mieszkańców, a w dużej mierze był to opis konfliktu na linii świat arabski-Izrael. Zdaję sobie sprawę, że właśnie tak może wyglądać tam życie i w dużej mierze jest to coś co bardzo absorbuje mieszkańców, ale liczyłam na coś innego. Mimo to dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i cykl reportaży zawartych w tej książce uświadomił mi skalę wspomnianego konfliktu. Izrael to państwo, które kilka miesięcy  temu zaczęło mnie interesować, więc zapewne sięgnę jeszcze po jakąś pozycję tego autora. 3/6.
4. Po „Walkę kotów” Eduardo Mendozy sięgnęłam tylko dlatego, że akcja toczy się w Madrycie. Książka zawiera dużo interesujących faktów na temat sztuki oraz historii Hiszpanii (zaleta o której wspomniałam), ale czytanie zajęło mi dość dużo czasu, nazwiska bohaterów w pewnym momencie zaczęły mi się bardzo plątać. Historia wydaje się być ciekawa, ale mnie nie wciągnęła. 4/6.
5. Maureen Johnosn „13 małych błękitnych kopert”. Książka dla młodzieży, którą chciałam przeczytać od kilku lat, ale dopiero jakiś czas temu odkryłam, że jest w mojej bibliotece. Fajna historia, kilka razy się zaśmiałam, przeczytałam bardzo szybko, ale bez wielkiego wow. Nie jest to literatura najwyższych lotów, po prostu przyjemna pozycja, raczej dla nastolatków. 4/6.


Za jakiś czas napiszę o książkach, które czytam teraz. Jest ich kilka, są to 'zawieszone' pozycje - z różnych powodów czytanie ich zajmuje mi nawet ponad rok... Dlatego obiecałam sobie, że dopóki ich nie nadrobię, to poczekam z wizytą w bibliotece... Będzie ciężko. Jestem ciekawa co Wy czytacie, drodzy Czytelnicy? :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Dania i moje refleksje.



Dania, ten mały kraj na północy Europy to moja mała fascynacja, więc temat Danii, Duńczyków itp. będzie  się tutaj przewijał wielokrotnie. Na razie mogę tylko pisać o swoich spostrzeżeniach, komentować duńską rzeczywistość na odległość i trochę powspominać, ale kolejna wycieczka w duńskie strony jest w czołówce mojej ‘TO DO’ listy, więc mam nadzieję, że za jakiś czas (bliżej nieokreślony) będę mogła się zachwycać atmosferą Kopenhagi siedząc w jednej z uroczych kawiarenek w tym mieście... :) Dzisiaj chciałabym napisać jak odbieram Danię i jakie są moje odczucia, refleksje odnośnie kilku aspektów życia w tym kraju.

pinterest

Atmosfera, klimat… Zachwyciły  mnie od razu! Wszechobecny luz oraz życzliwość, to coś czego do dzisiaj brakuje mi w Warszawie. Mam wrażenie, że ludzie żyją tam wolniej, nigdzie się nie śpieszą… No chyba, że jest się rowerzystą i pędzi błękitną (!) ścieżką rowerową. Jadąc wolno i podziwiając miasto można się czasem przekonać o braku życzliwości mieszkańców, a nawet usłyszeć parę brzydkich słów od rowerzystów-mieszkańców, którym zdarza się brak litości dla turystów :D Kiedyś czytałam o tym, że jeśli już chce się jechać powoli to jedzie się po odpowiedniej stronie ścieżki, ale nie pamiętam już po której :( Ja jednak rowerem nie jeździłam (a szkoda), więc ogólnie czułam się tam fantastycznie! Różnice pomiędzy Polską a Danią odczuwam cały czas, ale nie potrafię ich zdefiniować. Wydaję mi się, że to jest właśnie TO COŚ, co po prostu trzeba poczuć, żeby zrozumieć :)



Duńczycy. Podobno z początku podchodzą z rezerwą do obcych, ale po jakimś czasie (w moim przypadku było to bardzo krótko – 1 dzień!) otwierają się i można z nimi porozmawiać na każdy temat. Będąc w Danii na wymianie szkolnej mieszkałam u pewnej Sary, z którą miałam wcześniej kontakt przez facebook (poznaliśmy się wszyscy na pół roku przed wyjazdem - rozmawiając przez skype). Polubiłyśmy się z Sarą od razu, dużo ze sobą pisałyśmy i po jakimś czasie napisała, że bardzo by chciała, żebym to właśnie ja zamieszkała u niej na czas naszego pobytu w ich kraju. Od razu się zgodziłam :) Na lotnisku zastała nas miła niespodzianka – część duńskiej grupy projektu czekała na nasz przylot (w założeniu miał nas odebrać nauczyciel koordynujący) i wszyscy razem udaliśmy się do szkoły (CUDOWNY nieduży budynek, czerwona cegła, można się było poczuć jak w domu), gdzie miało miejsce oficjalne powitanie, a następnie mniej formalne spędzanie czasu – m.in. zabawy integracyjne, kiedy już wszyscy razem spędzaliśmy razem czas. Wszyscy ze sobą rozmawiali, nie było żadnego problemu (poza kilkoma osobami, które przez cały nasz pobyt trzymały się raczej na uboczu). Piszę o tym, żeby pokazać i może trochę obalić teorię, że Duńczycy nie są kontaktowi i wolą się nie angażować. W zasadzie przez całe 6 dni nie odczułam tego wcale. Zazwyczaj było wręcz przeciwnie.

pinterest

Pogoda. Temat waśni i sporów, narzekań wszystkich dookoła. Na pogodę narzekam rzadko (nie lubię temperatur +25 i wyższych oraz -15 i niższych), bo po co narzekać na coś, na co się nie ma wpływu? Bez sensu! Pogodę w Danii miałam niby nie za specjalną… Końcówka maja, a tam chłodno, wietrznie jak diabli i częste opady deszczu… A ja mimo wszystko zadowolona! Odnalazłabym się w Danii, bo temperatura 15-20 stopni jest dla mnie idealna. Mogłoby też świecić słoneczko. (Wiem, mam duże wymagania :D). O ile mnie pamięć nie myli (a po ponad 2 latach niektóre rzeczy trudno jest mi odtworzyć) to było odrobinę słońca, ale jak na lekarstwo. A ja narzekałam tylko podczas dnia spędzonego w Kopenhadze. Spacery po mieście, kiedy zwiewało mnie w każdą stronę świata były trochę nieprzyjemne… Pamiętam, że zaczęło wtedy padać… A biedna Paulina bez parasolki, bez kaptura – mój ulubiony Duńczyk przestrzegł mnie wtedy, że zawsze należy mieć kurtkę z kapturem albo parasol (który zwiało by po minucie :D).

Jest jeszcze sporo rzeczy, o których warto napisać ale przecież materiał na kolejne wpisy też muszę mieć (zapewne wspomnę o pięknym dworcu w Kopenhadze, o architekturze, o Dunkach i Duńczykach, kulturze rowerowej, opowiem o miejscach, które widziałam, ale też o tych, które są moimi must visit i będzie tego dużo dużo więcej...)! Pisanie o Danii sprawia mi wielką frajdę, mogę wspominać, przeglądać zdjęcia z pobytu i od razu czuję się lepiej :) Plakat oraz zdjęcie, które widzicie powyżej pochodzą z pinterestu - niestety mój aparat się buntował i działał kiedy sam miał na to ochotę... Na nic były moje błagania... Miłego weekendu Czytelnicy! :)